Szukaj
Polub nas!

zagadka fot Fazry Ismail EPA Shutterstock(fot. Fazry Ismail/EPA/Shutterstock)Misja ostatniej szansy

Zniknięcie samolotu pasażerskiego Boeing 777 Malaysian Airlines, lot MH370, nad Oceanem Indyjskim pozostaje jedną z największych niewyjaśnionych zagadek w historii lotnictwa cywilnego. Ostatnio pojawiła się duża szansa na to, że zagadka zostanie w końcu rozwiązana. Na poszukiwania wraku wyruszył bowiem norweski okręt badawczy Seabed Contructor, który jest wyposażony w najnowocześniejsze na świecie urządzenia do prowadzenia poszukiwań w wodzie. Na Ocean Indyjski ma wpłynąć w połowie stycznia...

 Trzyletnie poszukiwania

Boeing 777-200 ER, lot MH370, wystartował z Kuala Lumpur w Malezji z 239 osobami na pokładzie (w tym 153 obywatelami Chin) 8 marca 2014 r. Jego celem była stolica Chin, Pekin. Niedługo po starcie, gdy samolot znajdował się nad Morzem Południowochińskim, nagle zmienił kurs i zniknął z ekranów radarów cywilnej kontroli ruchu lotniczego. Ostatni ślad zostawił, kiedy kierował się nad otwarty ocean. Było to w pobliżu północnego wybrzeża Sumatry. Wiadomo jednak – na podstawie wskazań malezyjskiego radaru wojskowego – że samolot leciał dalej.

Radar zanotował kilka łagodnych skrętów z wyznaczonego kursu na zachód. Na podstawie zapisów ustalono również, że malezyjski Boeing 777-200 ER przeszedł na kurs w stronę Antarktydy, po czym zniknął z pola widzenia. Z informacji na temat tego, ile paliwa zatankowano przed startem i sygnałów wysyłanych do satelitów komunikacyjnych wyliczono, że samolot leciał jeszcze przez sześć godzin, trzymając stały kurs na południe, po czym rozbił się dopiero w którymś punkcie łuku rozciągającego się około 1000 mil na zachód od Australii.

Niemal natychmiast pojawiły się różne hipotezy dotyczące lotu. Jedni twierdzili, że maszynę uprowadzili terroryści, inni, że została porwana przez wywiad północnokoreański. Po kątach szeptano, że na pokładzie był wielki ładunek złota. Zdaniem ekspertów samolot spadł do Oceanu Indyjskiego po wyczerpaniu paliwa.

Największe w historii lotnictwa poszukiwania prowadziła firma Fugro – z pokładu Fugro Equator – z Holandii, a opłacały je rządy Malezji, Australii i Chin. Mimo że przez trzy lata zdołano zeskanować 46,332 mil kwadratowych morskiego dna, nie znaleziono nic więcej poza trzema małymi fragmentami poszukiwanej maszyny: 6-stopową część skrzydła, tzw. klapolotkę, kawałek fotela oraz okna. Woda wyrzuciła je na plażę wyspy Reunion (departament zamorski Francji), leżącej na Oceanie Indyjskim na wschód od Afryki i oddalonej o około 2,3 tys. mil od rejonów, na których koncentrowały się poszukiwania.

W związku z tym w styczniu ubiegłego roku – po 1046 dniach poszukiwań, na które wydano około 160 mln dolarów – rząd australijski zawiesił poszukiwania. Zostaną one wznowione pod koniec stycznia. Tym razem samolotu malezyjskich linii lotniczych będzie szukał zbudowany w 2014 r. najbardziej zaawansowany technicznie cywilny statek badawczy na świecie Seabed Contructor. Na ten cel został on wydzierżawiony przez firmę Ocean Infinity z Houston w Teksasie. Jednostka, będąca własnością kompanii Swire Seabed z Norwegii, zajmującej się pogłębianiem i badaniami dna w Bergen, wyposażona jest w lądowisko dla helikoptera, dźwig, suwnicę, system anten i osiem łodzi podwodnych HUGIN (autonomiczne pojazdy podwodne AUV nazywane dronami). Każda mierzy 18 stóp i waży niemal 4 tys. funtów.

Zainstalowane tu przyrządy, które są bardzo czułe na ciśnienie panujące na dużej głębokości, chroni tytanowa kula. Dzięki akumulatorowi litowo-polimerowemu drony mogą pracować nieprzerwanie do 60 godzin, przeczesując dziennie 750 mil morskiego dna. Znaczy to, że w ciągu stu dni zdołają przeszukać powierzchnię, jakiej zdołał przyjrzeć się Fugro Equator przez trzy lata. Co więcej, mogą pracować z dużą wydajnością na większej głębokości. Maksimum zanurzenia wyposażonej tylko w jednego drona jednostki holenderskiej wynosi 12 tys. stóp, podczas gdy osiem łodzi podwodnych Seabed Constructor może nurkować na głębokość 18 tys. stóp. Poza tym Fugro Equatorowi zdarza się wpadać na podwodne skały (raz nawet rozbił się na podwodnym wulkanie), czego statek norweski nigdy nie doświadczył.

 Kontrakt

Szefowie Ocean Infinity zgodzili się na to, że zapłatę za usługi otrzymają od malezyjskiego rządu dopiero wtedy, gdy znajdą wrak. Jeżeli sztuka ta im się nie uda, nie dostaną nic. Dowódcą misji jest Olivier Plunkett, a dyrektorem technicznym Josh Broussard. W dniu zamknięcia tego wydania Kalejdoskopu wiceminister transportu Malezji Aziz Kaprawi oświadczył, że negocjacje z Ocean Infinity weszły w finalną fazę. Szefowie misji zdecydowali się na jej rozpoczęcie jeszcze przed podpisaniem kontraktu. Zrobili to ze względu na sprzyjające warunki meteorologiczne, które w południowej części Oceanu Indyjskiego pojawiają się na przełomie stycznia i lutego.

Seabed Contructor wyruszył z portu w Durbanie na Czarnym Kontynencie 2 stycznia. Przez pierwsze kilka dni testował i kalibrował swój supernowoczesny sprzęt na głębokości 9 tys. stóp w pobliżu wybrzeża Południowej Afryki. Do tego celu zostały użyte zdalnie sterowane roboty, które na dnie morskim umieściły pozorowane szczątki. Następnie statek obrał kurs w stronę australijskiego Perth. Na wody południowego Oceanu Indyjskiego ma wpłynąć 17 stycznia. Jego celem będzie przeczesanie 19 tys. mil kwadratowych dna morskiego.

Obszar poszukiwań, który leży na północ od tego, któremu przyglądał się Fugro Equator, został wytyczony przez badaczy z australijskiego ATSB. Twierdzą oni, że mają znacznie lepszą wiedzę na temat tego, gdzie może znajdować się wrak, ponieważ uwzględnili kierunek znoszenia przez prądy morskie wraków wyrzucanych na brzegach wyspy Reunion, Madagaskaru i Mozambiku. Poszukiwania na pewno nie będą łatwe. Na wyznaczonym obszarze dno opada miejscami aż na głębokość 18 tys. stóp i jest poprzecinane podwodnymi łańcuchami górskimi. Wszyscy zdają sobie jednak sprawę, że bez znalezienia wraku nie będzie możliwe ustalenie przyczyn tajemniczej katastrofy.

Dorota Feluś