Szukaj
Polub nas!

Mark Felt fot WikipediaMark Felt (fot. Wikipedia)Powtórka z Watergate?

Jak powszechnie wiadomo, rezygnacja prezydenta Richarda Nixona z zajmowanego urzędu, która miała miejsce w 1973 roku, była w znacznej mierze skutkiem działalności dwóch reporterów dziennika The Washington Post, Boba Woodwarda i Carla Bernsteina. Jednak ich sukces w wyjawieniu afery Watergate nigdy nie byłby możliwy bez pomocy tajnego informatora, znanego jako Deep Throat. Dopiero w roku 2005 wyszło na jaw, iż owym informatorem był ówczesny zastępca dyrektora FBI, Mark Felt. Nowy film o tych wydarzeniach sugeruje, iż działalność Felta zdradza wiele zbieżności z wydarzeniami związanymi z byłym szefem FBI, Jamesem Comeyem…

Deep Throat spotykał się potajemnie z Woodwardem na parkingu w Rosslyn w stanie Wirginia, na przedmieściach Waszyngtonu. Współpracował z reporterem pod warunkiem, że jego tożsamość nigdy nie zostanie przez niego wyjawiona, na co Woodward przystał i swojej obietnicy dotrzymał. Felt sam się zdemaskował na krótko przed śmiercią – tajemnicy tej nie chciał zabrać ze sobą do grobu.

Wspomniany wielopiętrowy parking pozostaje dziś tą samą, mało ponętną betonową konstrukcją. Jednak przed 10 laty w jedną ze ścian wmurowano tablicę pamiątkową, która identyfikuje to miejsce jako zarodek jednego z największych skandali politycznych w historii USA. Felt kierował nieformalne śledztwo Bernsteina i Woodwarda w taki sposób, by reporterzy śledzili „obieg pieniędzy” w administracji Nixona, co ostatecznie zaprowadziło ich do wielu kluczowych postaci i spowodowało dramatyczne wydarzenia w Białym Domu.

Po trzech latach od rezygnacji Nixona w kinach pojawił się głośny film pt. Wszyscy ludzie prezydenta z Robertem Redfordem i Dustinem Hoffmanem w rolach głównych. Była to przede wszystkim opowieść o mozolnych wysiłkach dwójki dziennikarzy, którzy wytoczyli wojnę prezydentowi. Wtedy pokazanie roli Felta w żaden sposób nie było możliwe, gdyż nikt nie wiedział, kim Deep Throat był.

Jednak już wkrótce można będzie zobaczyć nowy obraz pt. Mark Felt: The Man Who Brought Down the White House, opowiadający w zasadzie tę samą historię, tyle że z punktu widzenia wysokiego rangą pracownika FBI, który doszedł do wniosku, iż nie może patrzeć obojętnie na próby przejęcia przez Biały Dom kontroli nad FBI. W filmie tym rolę Marka Felta gra irlandzki aktor Liam Neeson. Reżyserem jest Peter Landesman, a producentem – Ridley Scott.

Landesman zaczął pisać scenariusz do swojego filmu przed dekadą. Tak się jednak składa, że dziś historia Marka Felta ma zupełnie inny wymiar niż jeszcze przed kilkoma laty. W roku 1972 miało miejsce włamanie do budynku Watergate w Waszyngtonie, siedziby Partii Demokratycznej. Włamanie to zostało udaremnione, a zatrzymani wtedy ludzie mieli dziwne konszachty z Białym Domem. W związku z tym w sprawie tej wszczęto śledztwo, na które Nixon zareagował dość panicznie. Polecił swoim ludziom wszczęcie działań na rzecz przejęcia kontroli nad FBI i CIA, tak by śledztwo mogło zostać zduszone w zarodku.

Felt, z pozycji wiceszefa FBI, patrzył na te poczynania z narastającym przerażeniem. Uważał – zresztą słusznie – iż Biały Dom ucieka się do działań z gruntu nielegalnych i sprzecznych z konstytucją USA. Po pewnym czasie uznał, iż jedynym dla niego wyjściem było przyjęcie na siebie roli tzw. whistleblower, czyli człowieka, który decyduje się na swoiste donosicielstwo w obronie praworządności. Film opowiada o jego rozterkach oraz późniejszych spotkaniach z Woodwardem.

Landesman nie kryje, że jego film ma dziś zupełnie nowe znaczenie w obliczu tego, co dzieje się w Waszyngtonie. Jego zdaniem, James Comey, zwolniony przez Trumpa dyrektor FBI, jest postacią bardzo podobną do Felta, choć dzieli ich zasadnicza różnica. Felt współpracował tajnie z mediami i stał się głównym katalizatorem rezygnacji Nixona, podczas gdy Comey działał z identycznych pobudek, ale nigdy nie krył swojej tożsamości w roli obrońcy niezależności FBI i tym samym odsunął się od dalszej gry.

Jest jeszcze inna, znacząca różnica. Felt nigdy nie został dyrektorem FBI, mimo iż był poważnym kandydatem na to stanowisko. Nie krył swojego rozczarowania, gdy po śmierci J. Edgara Hoovera nie dostał powszechnie spodziewanego awansu. Ponadto jego życie prywatne było pełne burzliwych wydarzeń. W roku 1984 jego żona Audrey popełniła samobójstwo przez strzelenie sobie w głowę z rewolweru, a jego córka, Joan, przez trzy lata egzystowała w hippisowskiej komunie w Kalifornii, choć później wróciła do normalnego życia.

Przed premierą filmu zapytano Landesmana, czy sądzi, iż gdzieś na jakimś ponurym parkingu w okolicach Waszyngtonu działa dziś nowy Deep Throat, zdradzający tajniki obecnego Białego Domu. Reżyser odparł, iż uważa to za mało prawdopodobne, gdyż tym człowiekiem był jego zdaniem Comey i nikogo innego nie ma. Poza prokuratorem specjalnym Bobem Muellerem, który jednak na razie nie zdradza żadnych szczegółów swojego śledztwa.

Z drugiej strony Landesman uważa, iż Donald Trump podzieli los Richarda Nixona i to już wiosną przyszłego roku. Jego zdaniem dojdzie do tego w wyniku wyjawienia wielu incydentów prania brudnych pieniędzy za pośrednictwem posiadłości Trumpa na Florydzie. W marcu tego roku agencja Reuters podała, że 63 obywateli Rosji kupiło w ostatnich latach nieruchomości prezydenta na Florydzie i że w sumie transakcje te opiewały na kwotę prawie 100 milionów dolarów. Na razie żadnych oskarżeń o przestępstwa nie ma, ale reżyser zauważa, iż początkowo tak samo było w przypadku Nixona. Landesman mówi: – Za czasów Nixona amerykańska demokracja przetrwała bezprecedensowy atak na swoje podstawy – mam nadzieję, że również teraz przetrwa. Jego film – jak sam twierdzi – pokazuje drugą stronę medalu afery Watergate i jest świadectwem tego, że skuteczna obrona demokratycznych zasad sprawowania władzy jest możliwa.

Krzysztof M. Kucharski