Szukaj
Polub nas!

pletwonurek fot Pixabay(fot. Pixabay)

W podwodnym więzieniu

Hiszpan Xisco Gràcia, z wykształcenia geolog, od ponad 24 lat nurkuje w okolicach Majorki i wędruje po tamtejszych podwodnych grotach. Twierdzi, że pod wodą można znaleźć znacznie ciekawsze rzeczy niż na samej wyspie. Ostatnio jednak przeżył przygodę, która omal nie zakończyła się tragicznie…

W kwietniu tego roku Gràcia wybrał się na kolejną podwodną wyprawę. Towarzyszył mu jego partner Guillem Mascaro, z którym mieli zamiar zbadać grotę Sa Piqueta. Jest to duży kompleks skalny, w którym znajduje się kilkanaście pomniejszych jaskiń, tworzących w sumie niezwykły labirynt. Dotarcie do tego miejsca zabrało im godzinę. Jak zwykle nurkowie rozwijali za sobą cienką nylonową linę, która miała im pozwolić na znalezienie bez trudu drogi powrotnej.

Początkowo wszystko przebiegało zgodnie z planem. Gràcia zajął się zbieraniem próbek skał, podczas gdy jego kolega badał kilka jaskiń. Problemy pojawiły się z chwilą, gdy nadszedł czas powrotu. Jeden z nurków wykonał nieostrożny ruch, w wyniku czego z morskiego dna podniosła się chmura mułu. Przez pewien czas Gràcia i Mascaro praktycznie niczego nie widzieli. Gdy muł w końcu opadł, okazało się, że nylonowa lina przepadła gdzieś bez śladu. Nurkowie spędzili godzinę na jej szukaniu, ale bez rezultatu.

Ich sytuacja stawała się dość poważna. Kończył im się tlen, a znalezienie drogi powrotnej bez liny mogło okazać się bardzo trudne. W tym momencie Gràcia przypomniał sobie, że w Sa Piqueta istnieje komora powietrzna. Obaj popłynęli do niej, zdjęli aparaty tlenowe, usiedli na skale i zaczęli rozważać możliwe scenariusze dalszego działania. Jednak w zasadzie istniała tylko jedna możliwość. Wspólnie mieli zapas tlenu, który teoretycznie pozwalał jednemu z nich na znalezienie drogi powrotnej i wypłynięcie na powierzchnię. Drugi nurek musiał pozostać w grocie i czekać na ratunek. Ponieważ Mascaro był smuklejszej postury niż jego partner, a zatem zużywał mniej tlenu, to jemu przypadło zadanie znalezienia drogi powrotnej. Gràcia pozostał w komorze powietrznej, a jego kolega zabrał butle z tlenem i odpłynął w nieznane.

Tymczasowym domem Gràcii stało się podwodne pomieszczenie o rozmiarach 65 na 260 stóp. Skalny strop znajdował się na wysokości 39 stóp nad poziomem wody, która – jak szybko zorientował się nurek – nadawała się do picia. Gràcia znalazł w miarę płaską skałę, na której rozbił prowizoryczny obóz. Postanowił, że na ratunek będzie czekał w zupełnej ciemności. Dwie z trzech posiadanych przez niego latarek miały wyładowane baterie, a trzecia działała wprawdzie nadal, ale na resztkach energii elektrycznej.

Gràcia musiał radzić sobie z jedną zasadniczą trudnością. Powietrze w komorze zawierało 5 proc. dwutlenku węgla, podczas gdy na powierzchni zawartość tego gazu wynosi zaledwie 0,04 proc. Po pewnym czasie zaczęły u niego występować objawy typowe dla niedotlenienia: bóle głowy, a potem również halucynacje. Czasami wydawało mu się, że widzi w oddali jakieś światła i słyszy bulgotanie wody, ale zawsze okazywało się, że to złudzenia. Gràcia usiłował myśleć o dwójce swoich dzieci, wspominał różne epizody ze swojego życia i starał się nie ulegać depresji. Jednak w miarę upływu godzin zaczął tracić nadzieję. Spekulował, że jego partner zbłądził i zginął, a jeśli tak, to absolutnie nikt na powierzchni nie mógł wiedzieć, że pod wodą znajduje się człowiek czekający na ratunek.

Uwięziony nurek stracił zupełnie poczucie czasu i nie wiedział, ile godzin upłynęło od chwili, gdy Mascaro go opuścił. W pewnym momencie usłyszał nad sobą głośny hałas – wydawało mu się, że był to odgłos wiercenia. Byłby to dowód, że jego partnerowi udało się wrócić i że ktoś próbuje do niego dotrzeć. Jednak wkrótce potem hałas ustał i w komorze ponownie zapanowała całkowita cisza. Dla Gràcii był to najgorszy moment całej tej przygody. Doszedł do wniosku, że czeka go nieuchronna śmierć. Nie chciał jednak powoli dogorywać w ciemnościach i rozważał popełnienie samobójstwa nożem, który wchodził w skład jego ekwipunku.

W tej najczarniejszej dla niego chwili zobaczył nagle w oddali światło, które wydawało się wolno przybliżać. Tym razem nie była to halucynacja. Po kilkunastu minutach z wody wynurzył się Bernat Clamor, wieloletni przyjaciel Gràcii. Obaj wyściskali się serdecznie, a Bernat przyznał, iż był przekonany o tym, że Xisco już nie żył.

Znalezienie Gràcii nie oznaczało jednak natychmiastowego ratunku. Clamor musiał go ponownie zostawić, by sprowadzić ekipę ratowników. Zabrało to następne 8 godzin. Ostatecznie przy nurku znalazła się grupa ludzi wyposażonych w butle z tlenem i małe pojemniki z glukozą, którą podano bardzo osłabionemu nurkowi. Następnie cała grupa wyruszyła powoli w drogę powrotną. Gràcia wynurzył się na powierzchnię po 60 godzinach przebywania pod wodą. W łodzi czekał na niego Mascaro, który wyjaśnił, że akcję ratunkową znacznie opóźniła słaba widoczność pod wodą, powodowana przez wznoszący się z dna muł. Ostatecznie Clamor wraz ze swoim partnerem zdecydowali się zaryzykować i podjęli próbę dotarcia do komory powietrznej, mimo oczywistego ryzyka.

Po wyjściu na powierzchnię temperatura ciała Gràcii wynosiła 89˚F (32˚C), a więc cierpiał na hipotermię. Spędził kilka dni w szpitalu, gdzie początkowo przebywał w namiocie tlenowym, ale szybko odzyskał pełnię zdrowia. Z dalszego nurkowania bynajmniej nie zrezygnował. Po miesiącu ponownie dotarł do groty Sa Piqueta, a nawet odwiedził komorę powietrzną, która mogła stać się jego trumną. Tym razem jednak drogę powrotną znalazł bez żadnych trudności.

Andrzej Malak