Szukaj
Polub nas!

ufo fot Pixabay(fot. Pixabay)Prezydent, który widział UFO

W historii Stanów Zjednoczonych dwóch prezydentów twierdziło, że byli świadkami obserwacji UFO: Ronald Reagan i jeden z najbardziej do dziś szanowanych przywódców amerykańskich, Jimmy Carter...

Niezwykły widok

Do kontrowersyjnego, w oczach wielu, incydentu doszło w 1969 r., przed objęciem przez Cartera fotelu gubernatora stanu Georgia. Miało to miejsce w miejscowości Leary, gdzie polityk przybył 6 stycznia, by wygłosić przemówienie.

Przed wystąpieniem wyszedł przed Lion Club. Towarzyszyła ma grupa około dwudziestu osób. Był bezwietrzny wieczór. Zapadał zmrok. Nagle zgromadzeni zobaczyli na niebie emanującą dziwnym światłem kulę, która po kilku minutach zniknęła. Carter był tak podekscytowany tym, czego był świadkiem, że nagrał swe wrażenia na taśmie. Powiedział m.in.:

Obiekt był jasny, jakby niematerialny. Początkowo miał kolor niebieskawy, potem jasnoczerwony. Był rozmiaru Księżyca, może nieco mniejszy. Znajdował się w odległości około 900-3000 stóp od nas. Zdawało się, że podlatuje ku nam, następnie zatrzymał się i nieco oddalił, po czym wrócił. Trwało to około 10 minut. Po tym czasie zniknął.

O tym niezwykłym incydencie Carter rozmawiał później z wieloma osobami, w tym z dziennikarzami Atlanta Constitution. Powiedział im, że był to „niezwykły widok”.

Swoimi wrażeniami podzielił się też z matką, Lillian.

UFO zrobiło na nim duże wrażenie. Opowiadał mi o nim wielokrotnie. Zawsze był mocno stojącym na ziemi chłopcem, bez skłonności do fantazjowania. Jestem pewna, że obserwacja miała miejsce w rzeczywistości – powiedziała kobieta.

Gdy Carter był już gubernatorem stanu Georgia (na urząd ten został zaprzysiężony w styczniu 1971 r.), Hayden C. Hewes – dyrektor International UFO Bureau – poprosił go, by w jego siedzibie w Oklahoma City złożył pisemny raport na temat obserwacji dziwnego zjawiska. Carter zrobił to 18 września 1973 r. Do niezwykłego doświadczenia nawiązał także w rozmowie z dziennikarzem Washington Post w czasie swej kampanii prezydenckiej w czerwcu 1976 r.

To była najdziwniejsza rzecz, jaką widziałem w życiu. Obiekt był wielki, bardzo jasny i zmieniał kolory. Ani ja, ani inni obserwatorzy nie potrafili powiedzieć, co to tak naprawdę jest. Jedno jest pewne. Nigdy nie będę naśmiewał się z ludzi, którzy twierdzą, że widzieli jakieś niezidentyfikowane obiekty na niebie – powiedział wówczas.

Obiecał przy tym, że gdy zostanie prezydentem, sprawi, by wszystkie informacje o UFO zebrane na terenie Stanów Zjednoczonych były dostępne zarówno dla badaczy, jak i zwykłych zjadaczy chleba.

Zmiana poglądu

Obietnicy nie dotrzymał, mimo że już jako szef państwa podzielił się wspomnieniem ze stycznia 1969 r. z sekretarzem prasowym Białego Domu, Jodym Powellem.

Pamiętam, że Jimmy wspominał o obserwacji dziwnego światła lub obiektu, które nie wydawało się planetą, gwiazdą ani niczym innym, co mógł zidentyfikować – ujawnił Powell.

Co prawda polityk próbował przekonać NASA do podjęcia próby zbadania sprawozdań poświęconych zagadnieniu UFO, ale przedstawiciele agencji twierdzili, że nie dysponują racjonalnymi i wystarczająco mocnymi dowodami, które mogłyby potwierdzić istnienie niezidentyfikowanych obiektów latających. Dwa lata po objęciu urzędu prezydenta Carter oświadczył w trakcie jednego z przemówień, że UFO po prostu nie ma, a skoro tak, to „niedorzecznością są poglądy osób, które uważają, że obcy przemieszczają się w latających spodkach, w których nawiedzają Ziemię”. Z kolei w 2007 r. powiedział, że zupełnie nie pamięta, z jakiego powodu złożył raport do International UFO Bureau. Stwierdził przy tym, że to, co widział, było prawdopodobnie eksperymentalnym statkiem powietrznym.

Carter nie był jedynym prezydentem utrzymującym, że widział UFO. Niezidentyfikowany obiekt latający miał zaobserwować – z okien samolotu – również Ronald Reagan.

Jimmy Carter był 39. prezydentem Stanów Zjednoczonych. Urząd ten pełnił w latach 1977-1981. Przygodę z polityką zaczął jednak dużo wcześniej – w senacie stanowym Georgii w 1962 r. A że był nadzwyczaj ambitny, już cztery lata później ubiegał się o nominację na gubernatora stanu. Wtedy co prawda przegrał, ale wymarzoną posadę zdobył przy następnej okazji. W starciu o fotel szefa państwa z Geraldem Fordem, który został nominowany na urząd prezydenta po odchodzącym w atmosferze skandalu Richardzie Nixonie, miał przewagę. Amerykanie nie chcieli bowiem nikogo o powiązaniach z poprzednią administracją, która pozostawiła po sobie niesmak w związku z aferą Watergate i dopiero co zakończonej wojnie wietnamskiej. Carter nie był z nikim związany. Jego słowa wypowiedziane 22 miesiące przed wyborami, że nie zamierza przegrać, okazały się prorocze. 2 listopada 1976 r. został wybrany prezydentem, a 20 stycznia następnego roku – zaprzysiężono go na najwyższy urząd.

Jimmy Carter jest uznawany za prezydenta przyjaznego ludziom. Już w dniu inauguracji przeszedł pieszo cały odcinek pomiędzy Kongresem a Białym Domem, by pokazać, że jest „jednym z Amerykanów”. Później często, chętnie i bez zapowiedzi występował w radiu i telewizji. Wprowadził kodeks etyczny urzędnika administracji publicznej, który miał gwarantować „zasadę czystych rąk”.

Na arenie międzynarodowej wspierał ruchy dążące do desegregacji rasowej oraz wysiłki na rzecz ograniczenia światowych zbrojeń i utrzymania bezpieczeństwa każdego narodu. Za jedno z jego największych dokonań uważa się zainicjowanie rozmów zmierzających do likwidacji napiętych stosunków w Zatoce Perskiej. W ich wyniku, w marcu 1979 r. doszło do pierwszego – od 1948 r. – pokojowego porozumienia między Izraelem a państwem arabskim. Innym wielkim dokonaniem prezydenta była tzw. doktryna Cartera, która pozbawiała wszelkiej amerykańskiej pomocy kraje łamiące prawa człowieka.

Z powodu rosnących problemów wewnętrznych – m.in. bezrobocia, inflacji i długu – oraz zakończonej porażką akcji odbijania zakładników z amerykańskiej ambasady w Teheranie, zajętej przez radykalnych studentów islamskich, Jimmy Carter nie został wybrany na drugą kadencję. Mimo że wycofał się z polityki, chętnie służył pomocą podczas misji mediacyjnych, m.in. w Panamie, na Bliskim Wschodzie, w Korei Północnej, na Haiti i w Bośni. W 2002 r. dostał Pokojową Nagrodę Nobla. Ze względu na swą aktywność już po opuszczeniu Białego Domu, cieszy się też opinią najlepszego byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Piotr Szymański