Szukaj
Polub nas!

lama Itigelov fot WikipediaLama Daszi-Dorżo Itigiłow
(fot. Wikipedia)
Zawieszony między światami

Lama Daszi-Dorżo Itigiłow odszedł do drugiego świata w 1927 r. Mimo to jego ciało do dziś nie uległo rozkładowi. Co więcej, opiekujący się nim mnisi twierdzą, że ich współbrat wciąż żyje. Ma o tym świadczyć zapis monitoringu, na którym rzekomo widać, jak mężczyzna wstaje i spaceruje. Ich zdaniem Itigiłow nigdy nie umarł, lecz podczas medytacji osiągnął stan hibernacji...

Pandito Hambo Lama

Urodził się w 1852 r. w Ulzy Dobo w rejonie iwołgińskim. Edukację religijną zaczął w wieku 16 lat, gdy podjął studia w Dacanie Annińskim (klasztor-uczelnia) w Buriacji – autonomicznej republice w Syberii Wschodniej. Poza naukami Buddy zgłębiał równocześnie wiedzę z zakresu medycyny i filozofii. W tym czasie napisał encyklopedię farmakologii. W 1911 r. został wybrany dwunastym zwierzchnikiem wschodniosyberyjskich buddystów – Pandito Hambo Lamą. Pełniąc tę funkcję zapoczątkował wśród Buriatów okres renesansu buddyzmu.

Od 1913 do 1917 r. odgrywał czołową rolę w życiu duchowym imperialnej Rosji, m.in. otworzył pierwszą świątynię buddyjską w Sankt Petersburgu. W uznaniu zasług car odznaczył go orderem św. Stanisława. Podczas I wojny światowej przewodniczył stowarzyszeniu Bracia Buriaci – organizacji, która wspomagała armię rosyjską, dostarczając jej pieniędzy, jedzenia, ubrań i lekarstw. Pomógł również założyć wiele szpitali, w których lamowie lekarze opatrywali rannych żołnierzy. Za tę działalność został nagrodzony orderem św. Anny.

W 1926 r. radził mnichom buddyjskim, by uciekali z Rosji przed bolszewikami. Sam zdecydował się zostać w kraju. 15 czerwca następnego roku oświadczył, że umiera i poprosił współbraci, by rozpoczęli ceremonie medytacyjne i rytuały pogrzebowe. Ci nie chcieli tego robić, ponieważ Itigiłow wciąż żył. W rezultacie zaczął medytować samotnie. Dołączyli do niego dużo później. W końcu jego oddech całkowicie ustał. Wtedy otworzono jego testament, w którym prosił, aby pogrzebano go w takiej pozycji, w jakiej umarł. Zgodnie z życzeniem jego ciało – w pozycji lotosu – włożono do sosnowej skrzyni i pochowano na cmentarzu przeznaczonym dla lamów, zwanym Huhe Zurhen, co w języku Buriatów znaczy: „Ciemnoniebieskie Serce”.

Szokujące ekshumacje

W testamencie Itigiłow wyraził także życzenie, by jego ciało było ekshumowane przez innych mnichów co kilkanaście lat. Pierwsza ekshumacja miała miejsce w 1955 r. Jakież było zdumienie jej świadków, gdy okazało się, że ciało nie uległo rozkładowi! Co więcej, odkryto, że z okolic serca promieniuje ciepło. Podobnie podczas drugiej ekshumacji – w 1973 r. – nie stwierdzono jakichkolwiek zmian w stanie ciała. Z obawy przed ateistycznymi władzami komunistycznej Rosji lamowie trzymali wyniki obu ekshumacji w tajemnicy. I pewnie Itigiłow pozostałby na zawsze pogrzebany w ziemi, gdyby nie zaczął ukazywać się we śnie jednemu z mnichów.

Mnich opowiedział o tym przełożonym i ci zdecydowali się na kolejną ekshumację. Doszło do niej 11 września 2002 r. Po wydobyciu ciało zostało przeniesione do Dacanu Iwołgińskiego – położonego koło miasteczka Iwołga Górna niedaleko Ułan Ude w Buriacji, tuż przy granicy z Mongolią – i umieszczone w specjalnie wzniesionym „błogosławionym pałacu”. Tam zostało poddane szczegółowym badaniom zarówno przez mnichów, jak i ekspertów w dziedzinie medycyny sądowej. W protokole zanotowali oni: „Ciało mężczyzny w pozycji siedzącej, przy czym nogi zgięte w kolanach, a łydki ze stopami skrzyżowane… Bez oznak rozkładu… Jakichkolwiek obcych zapachów po otwarciu skrzyni nie stwierdzono… Miękkie tkanki nieboszczyka elastyczne, ruchomość stawów zachowana… Ciało w stanie, jak gdyby jego właściciel zmarł 36 godzin wcześniej”.

Niezwykły stan ciała Itigiłowa potwierdził zespół uczonych z Centrum Medycyny Sądowej w Moskwie, na czele którego stał dr Wiktor Zwiagin. Naukowcy skoncentrowali się na analizie włosów, skóry i paznokci. I doszli do wniosku, że „frakcje białkowe posiadają charakterystyki życiowe”, czyli że tkanki ciała Itigiłowa nie różnią się od tkanek żywego człowieka. Poza tym stwierdzili, że w żyłach nieboszczyka wciąż znajduje się ścięta krew, a organy wewnętrzne sprawiają wrażenie nietkniętych.

„Współczesna nauka nie zna po śmierci fizycznej takiego stanu ciała, w jakim znajduje się Hambo Lama Itigiłow. Żadne metody – techniczne, naukowe i filozoficzne – nie są dzisiaj w stanie wyjaśnić tego fenomenu”– napisali w końcowym raporcie.

Gdy w wiadomościach płynących z Dacanu Iwołgińskiego zaczęto doszukiwać się cudu, głos zabrał Tenzin Gjaco (XIV Dalajlama), oświadczając, że nie ma w tym niczego nadprzyrodzonego, bo zaawansowani jogini potrafią zachowywać ciało w stanie medytacyjnego czuwania nawet długo po medycznym stwierdzeniu śmierci. Sami mnisi ze wspomnianego dacanu traktują Itigiłowa jak żywą osobę (o tym, że tli się w nim życie, ma świadczyć ich zdaniem doskonały stan jego zwłok) i wymieniają z nim pozdrowienia oraz uściski dłoni. Niektórzy twierdzą, że jest on pogrążony w stanie bliskim nirwanie. Taki stan graniczny nosi nazwę „tukdam”.

23 kwietnia 2003 r. uczestnicy buddyjskiej konferencji uznali ciało Daszi-Dorżo Itigiełowa za jeden ze świętych obiektów Rosji, po czym położyli kamień węgielny pod budowę poświęconej mu świątyni.

W 2005 r. władze Dacanu Iwołgińskiego zakazały pobierania z ciała lamy tkanek do celów badawczych, twierdząc, że nie jest on okazem do eksperymentów. Zawieszony między światem żywych a zmarłych – jak o Itigiłowie mówią mnisi – wciąż przyciąga tłumy. Do dacanu w Górnej Iwołdze przybywają zarówno zwykli śmiertelnicy, jak i najbardziej wpływowi ludzie światowej polityki. W kwietniu 2013 r. miejsce to odwiedził sam Władimir Putin. Później powiedział, że chciał „porozmawiać z Itigiłowem i innymi mnichami”.

Ostatnio osoba niezwykłego lamy znów wróciła do obiegu medialnego z powodu prawdziwie sensacyjnych doniesień. Otóż, jak utrzymuje przełożony Dacanu Iwołgińskiego – lama Damba Ajuszejew – Itigiłow samoczynnie się porusza. Ma o tym świadczyć zapis monitoringu, na którym rzekomo widać, jak wstaje i spaceruje po pomieszczeniu, w którym został ulokowany.

Piotr Szymański