Szukaj
Polub nas!

niewolnictwo fot WikipediaNiewolnicy pracujący w polu (fot. Wikipedia)Plama w historii Ameryki

Niewolnictwo to z pewnością jeden z najmniej chlubnych aspektów historii Ameryki i do dziś ciąży na narodowej świadomości w taki czy inny sposób. Jednak bardzo często jest to kwestia przedstawiana dość schematycznie – biali koloniści sprowadzali z Afryki zniewolonych czarnoskórych ludzi, którzy zaprzęgani byli do ciężkiej pracy i traktowani niczym towar. Tymczasem historia niewolnictwa na terenie dzisiejszych Stanów Zjednoczonych jest o wiele bardziej skomplikowana...

Przed kilkoma tygodniami na błotnistym dnie delty rzeki Alabama znaleziono szczątki okrętu „Clotilda”. Był to jeden z ostatnich statków, na pokładzie którego przewożono do USA niewolników w XIX wieku. Jednostka ta została najprawdopodobniej spalona przez samych handlarzy niewolników, którzy chcieli w ten sposób ukryć swoją działalność. Zresztą kapitan „Clotildy”, William Foster, sam napisał, że w roku 1860 nakazał spalenie i wrzucenie resztek swojego okrętu do rzeki.

Trzeba przypomnieć, że w roku 1807 prezydent Thomas Jefferson zakazał dalszego sprowadzania do kraju niewolników, ale w rzeczywistości praktyka ta była kontynuowana w południowych stanach przez wiele następnych lat. „Clotilda” wyruszyła do Afryki po raz ostatni w 1859 roku i przywiozła do wybrzeży Stanów Zjednoczonych około 100 niewolników. Ostatecznie niewolnictwo zostało całkowicie zniesione w USA po wojnie secesyjnej, na mocy 13. poprawki do konstytucji, zatwierdzonej w roku 1865.

Początki niewolnictwa

Gdy w XVII wieku zaczęły powstawać w Ameryce Północnej pierwsze kolonie europejskie, np. w Jamestown, dla nowych osadników od samego początku jasne było to, iż nie będą sobie w stanie o własnych siłach poradzić z uprawą roli. Kolonistów było w sumie bardzo niewielu i tylko niektórzy byli w stanie pracować fizycznie w dość trudnych warunkach.

W roku 1619 do kolonii Jamestown duńscy handlarze przywieźli pierwszych 19 czarnoskórych niewolników. Duńczycy weszli w ich posiadanie po przejęciu kontroli nad okrętem hiszpańskim. Hiszpanie wszystkich pojmanych w Afryce ludzi zawsze chrzcili przed podróżą do Ameryki, co dla purytańskich kolonistów było pewnym problemem. Prawo angielskie stanowiło wtedy, iż ludzie ochrzczeni, niezależnie od ich rasy, nie mogli być niewolnikami. W związku z tym przywiezieni do Jamestown niewolnicy traktowani byli jako służący, którym po wstępnym okresie pracy przyznawano całkowitą wolność oraz pozwalano im na zakup gruntów i samodzielną uprawę roli. Ma to bardzo istotne znaczenie, gdyż w ten sposób już na początku XVII wieku wykształciła się czarnoskóra społeczność, która była wolna i która sama korzystała potem z niewolniczej pracy swoich rasowych pobratymców.

Być może najlepszym przykładem była postać czarnoskórego Anthony’ego Johnsona, który początkowo pracował jako sługa w stanie Wirginia, ale w latach 50. XVII wieku, po uzyskaniu pełnej wolności, kupił 250-akrową plantację tytoniu, na której do pracy zatrudniał kilku niewolników. Gdy jeden z nich, John Casor, złożył w roku 1654 pozew w sądzie, domagając się uzyskania wolności, jego wniosek został oddalony, przez co powoda uznano prawnie za dożywotnią własność Johnsona. W ten sposób Casor stał się jednym z pierwszych w historii amerykańskich kolonii prawnie zatwierdzonym niewolnikiem.

Nieco wcześniej, bo w roku 1640, sąd w stanie Wirginia uznał, że przywieziony z Afryki John Punch musi pozostać niewolnikiem do końca życia, ponieważ usiłował zbiec. Rok później kolonia Massachusetts jako pierwsza na kontynencie amerykańskim zatwierdziła ustawę zwaną Body of Liberties, w której potwierdzono w majestacie prawa niewolnictwo i zdefiniowano różnicę między Europejczykami i „obcymi”.

Handel żywym towarem

Mniej więcej w połowie XVII wieku przywóz afrykańskich niewolników do Ameryki przybrał znacznie na sile, a coraz to nowe prawa, ustanawiane przez kolonistów, sprawiały, że ludzie degradowani byli stopniowo do rangi towaru, a zatem nie mieli absolutnie żadnych praw. Jednak, o czym niezbyt często się wspomina, Europejczycy bardzo rzadko sami polowali w Afryce na siłę roboczą. Procedura handlu żywym towarem była znacznie mniej bezpośrednia.

Łowieniem niewolników zajmowali się w ogromnej większości mieszkańcy zachodniej części Afryki, którzy najpierw dokonywali rajdów na okoliczne wioski, a następnie szukali rynków zbytu wśród profesjonalnych europejskich handlarzy, którzy zakładali wzdłuż zachodniego wybrzeża Czarnego Lądu swoiste bazy przeładunkowe. Bazy takie posiadali przede wszystkim Brytyjczycy, Duńczycy, Francuzi, Holendrzy i Portugalczycy. To tam dostarczano „łup”, który następnie sprzedawano kapitanom poszczególnych okrętów zmierzających do Ameryki.

Fakt ten był przez wiele lat głównym argumentem apologetów niewolnictwa, którzy twierdzili, że biali kupowali od Afrykanów ludzi, którzy już i tak byli niewolnikami i „ratowali” ich w ten sposób przed niechybnym upodleniem i śmiercią. Rzeczywiście niewolnictwo w Afryce pojawiło się znacznie wcześniej niż w Ameryce. Faktem jest również i to, że zwaśnione plemiona afrykańskie brały czasami do niewoli ludzi z sąsiednich wiosek, a następnie handlowali nimi z białymi. Jednak dla żadnego Afrykańczyka wyjazd do Ameryki na pokładzie niewolniczego statku nie był w jakikolwiek sposób ratunkiem, lecz wstępem do piekła. Tym bardziej że wielu z nich umierało podczas rejsu przez Atlantyk.

Cały ten proceder był dla wszystkich zaangażowanych stron niezwykle intratnym interesem. W roku 1700 cena afrykańskiego niewolnika na amerykańskim rynku wynosiła średnio 2500 dzisiejszych dolarów. Kapitan przybywający do jakiegokolwiek portu Ameryki Północnej z ładunkiem stu lub dwustu niewolników uzyskiwał za nich sumę, która wielokrotnie przekraczała koszty jego eskapady i zapewniała mu komfortowe życie na wiele lat. Natomiast afrykańscy łowcy głów opłacani byli przez europejskich handlarzy głównie dostawami broni, co bardzo im odpowiadało i co sprzyjało dalszym polowaniom na niewolników.

Spis 118 niewolnikow na plantacji w Charleston South Carolina fot WikipediaSpis 118 niewolników na plantacji
w Charleston
w Południowej Karolinie (fot. Wikipedia)
Niewolnictwo nie było na początku XVII wieku niczym nowym. Instytucja ta istniała w ludzkiej cywilizacji od paru tysiącleci. Do pewnego stopnia niewolnicza praca była jednym z fundamentów starożytnego Rzymu. Nic zatem dziwnego, że we wczesnych koloniach amerykańskich nikt w zasadzie nie podawał w wątpliwość moralną lub religijną słuszności tego zjawiska. Niemal wszyscy co zamożniejsi koloniści europejscy korzystali z niewolniczej siły roboczej, a posiadanie niewolników uważane było za coś absolutnie normalnego. Mówiąc bezpardonowo, posiadanie niewolników było wtedy tak samo normalne jak posiadanie psów lub kotów i nikt się nad tym specjalnie nie zastanawiał.

Podobnie było ponad sto lat później, gdy powstawało amerykańskie państwo. Niemal wszyscy ojcowie amerykańskiej państwowości byli posiadaczami czarnoskórych niewolników i dopiero w momencie tworzenia amerykańskiej konstytucji pojawiły się pierwsze wątpliwości na temat tego, w jaki sposób ludzie ci mieli być traktowani przez rodzące się państwo. Kompromis. jaki został wtedy wynegocjowany. był wprawdzie zgoła idiotyczny, ale gwarantował przetrwanie Unii przez następne dekady – każdy niewolnik uznany został za 3/5 wartości „normalnego” obywatela kraju. Niemal wszyscy wiedzieli już wtedy, iż rozwiązanie to prędzej czy później zaowocuje poważnym konfliktem, co stało się rzeczywistością w chwili wybuchu wojny domowej.

Wracając jednak do początków niewolnictwa, przez cały XVII wiek handel ludźmi kwitł bez żadnych przeszkód. Sklepów z niewolnikami wprawdzie nie było, ale wzdłuż całego wschodniego wybrzeża przyszłych Stanów Zjednoczonych odbywały się licytacje lub targi, w ramach których każdy zainteresowany mógł sobie kupić dowolną liczbę całkowicie zniewolonych i sponiewieranych ludzi, przywożonych do Ameryki z Afryki. Ponieważ każdy niewolnik był wyłączną własnością kupującego, można było z nim lub z nią zrobić praktycznie wszystko, np. bezkarnie torturować, gwałcić lub zabijać, bez narażania się na jakiekolwiek konsekwencje.

Właściciele niewolników bywali różni. Niektórzy traktowali ich mniej więcej tak samo jak służących i zapewniali im w miarę komfortowe życie. Jednak sporo było również przeróżnych sadystów i miniterrorystów, którzy dopuszczali się wobec należących do nich ludzi przerażających aktów przemocy i okrucieństwa. W 1790 roku wśród 4 milionów mieszkańców Stanów Zjednoczonych czarnoskórych niewolników było 750 tysięcy. Stanowili oni więc ok. 20 proc. ludności, ale 90 proc. tych ludzi mieszkało w stanach południowych. W stanie Wirginia aż 40 proc. całej ludności stanowili niewolnicy. Jednak już w roku 1810 niewolników w USA było ponad milion, a w roku 1860 – blisko 4 miliony.

O ile legalny przywóz nowych niewolników do USA przestał być możliwy na początku XIX wieku, pokątny przemyt siły roboczej z Afryki trwał nadal i był czasami domeną dość bezwzględnych przestępców, głównie morskich piratów. W 1803 roku Stany Zjednoczone zakupiły od Francji tereny leżące na zachód od rzeki Missisipi, co spowodowało, że szybko powstały takie stany jak Luizjana, Missisipi, Alabama, a nieco później Floryda, Teksas, Arkansas, Tennessee, Kentucky i Missouri. Wszystkie te terytoria potrzebowały pilnie niewolniczej siły roboczej i korzystały w miarę swobodnie z nielegalnego już wtedy handlu niewolnikami.

Aberracje

Dzisiejsza interpretacja okresu niewolnictwa w USA słusznie zakłada, że w ogromnej większości był to problem związany z prześladowaniem czarnoskórych niewolników przez białych kolonistów. Jest to jednak również historia znacznie bardziej skomplikowana, o której mówi się bardzo rzadko. Niewolnictwo w Ameryce zdaje się dotykać wszystkich ras i nie zna w zasadzie żadnych granic. W roku 1860, jak wynika ze spisu ludności z tego okresu, niejaki William Ellison, czarnoskóry mieszkaniec Południowej Karoliny, posiadał plantację, na której pracowało 63 równie czarnoskórych niewolników. Na początku XIX wieku z pracy ok. 1500 afrykańskich niewolników korzystało też indiańskie plemię Cherokee, podobnie zresztą jak różne inne plemiona. Oczywiście w porównaniu do skali niewolnictwa w USA były to dość drobne zjawiska, ale świadczą o tym, że nie był to wyłącznie problem „czarno-biały”.

Inną, dość kuriozalną aberracją są dane pochodzące z 1830 roku. Pokazują one, że w USA mieszkało wtedy nieco ponad 300 tysięcy byłych niewolników, którzy w taki czy inny sposób uzyskali wolność. 3775 osób w tej grupie posiadało w sumie prawie 13 tysięcy czarnoskórych niewolników. Innymi słowy, ludzie wcześniej totalnie zniewoleni po uzyskaniu wolności stali się sami posiadaczami niewolników.

Wszystko to nie zmienia faktu, że właścicielami niewolników w USA byli w ogromnej większości ludzie biali. Do roku 1750 na wszystkich skolonizowanych terytoriach pojawiły się zapisy prawne, które stanowiły, że niewolnicy nie mieli żadnych praw, a w szczególności nie posiadali prawa do prywatnej własności, nie mogli się bez zezwolenia przemieszczać z miejsca na miejsce ani zawierać małżeństw. W sądownictwie niewolnicy mieli zakaz zeznawania w jakichkolwiek sprawach dotyczących ludzi białych, zaś sami bywali karani albo doraźnie przez swoich właścicieli, albo na mocy wyroków specjalnych sądów. Karę śmierci mogli otrzymać za stosunkowo błahe przestępstwa, a wyroki wykonywane były niemal natychmiast.

Trzeba było ponad stu lat i niezwykle krwawej wojny domowej, by wszystkie te przepisy ostatecznie zlikwidować. Jednak niewolnicza przeszłość Ameryki pozostaje przedmiotem rozmaitych kontrowersji i bywa często używana w rozgrywkach politycznych. Rany niewolnictwa na razie nie daje się w USA całkowicie wygoić.

Andrzej Heyduk