Szukaj
Polub nas!

Meryl Streep fot Will Oliver EPAMeryl Streep (fot. Will Oliver/EPA)Fenomenalna Meryl

O życiu zawodowym Meryl Streep napisano już niemal wszystko. Z pewnością jest jedną z najwybitniejszych – a może najwybitniejszą – spośród żyjących aktorek na świecie. Ma na koncie trzy Oscary, osiem Złotych Globów, nagrodę za całokształt twórczości imienia Cecila B. DeMille’a i ogromną liczbę oscarowych nominacji oraz innych prestiżowych nagród. U podstawy tego niebywałego sukcesu leży oczywiście ogromny talent, ale i coś więcej. Być może tym czymś jest wewnętrzna siła, która w młodym wieku kazała jej do skutku szukać tożsamości, pozwoliła trwać niewzruszenie przy łożu umierającego narzeczonego, a później poświęcić się rodzinie. Bo dla Meryl, paradoksalnie, aktorstwo nigdy nie było najważniejszą sprawą w życiu...

Szukanie tożsamości

Urodziła się 22 czerwca 1949 r. w rodzinie artystki Mary Wolf Wilinson i Harry’ego Williama Streepa Jr., dyrektora wykonawczego w zakładach farmaceutycznych. Rodzice dali jej dwa imiona Mary Louise. Dorastała, wraz z dwoma braćmi, Daną Davidem i Harrym Williamem III, w Summit w stanie New Jersey. Kiedyś zdradziła, że dzieciństwa nie wspomina zbyt dobrze.

Sądziłam, że nikt mnie nie lubi. Dzieci zaganiały mnie na drzewo, a potem biły patykami po nogach aż do krwi. Poza tym byłam brzydka – powiedziała.

Musiała mieć silny charakter, skoro nigdy nie przeżyła z powodu prześladowań rówieśników załamania nerwowego. Za to raz po raz zadziwiała innych, i samą siebie, różnymi talentami. Gdy miała 12 lat, okazało się, że natura podarowała jej piękny głos. Zabłysnęła podczas przedstawienia jasełkowego w szkole, gdy zaśpiewała kolędę Cicha noc sopranem. Widząc to Harry zapisał ją na lekcje śpiewu operowego. A że uwielbiała występować na scenie, dostała rolę w filmie Into the Woods, w którym większość piosenek zaśpiewała na żywo. I to mimo że wcześniej wszystkie je nagrała.

Śpiewałam coś, czego nie rozumiałam. To była ważna lekcja życiowa: żeby nie robić tego, czego się nie czuje – powiedziała.

Tym czymś, co czuła, okazało się aktorstwo. Mówiła później, że jako młoda osoba miała fotograficzną pamięć, która umożliwiała jej szybkie zapamiętywanie kwestii. Początkowo była obsadzana w rolach drugoplanowych. Być może dlatego, że nie należała do najbardziej atrakcyjnych dziewczynek: nosiła okulary, aparat ortodontyczny i krótkie loczki. Wszystko odmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy skończyła 14 lat. Przeszła wtedy wielką metamorfozę.

Okulary zastąpiła soczewkami kontaktowymi, a z zębów ściągnęła „żelastwo”. Zmieniła też kolor włosów z ciemnego na blond. Efekt osiągnęła, polewając je niemal codziennie sokiem z cytryny i wodą utlenioną. Co więcej, zawsze kładła się spać w wałkach i starannie dobierała ubrania. Szybko stała się bardzo popularna. Została gwiazdą wśród cheerleaderek i członków chóru. Błyszczała w przedstawieniach, w których grała główne role. Zmieniła również świadomie swoje zachowanie – starała się, by zawsze być delikatną i nieśmiałą, choć taką w rzeczywistości nie była.

Grałam po prostu ładną i miłą dziewczynę, a niektórzy to kupowali – wspominała po latach.

Nie lubiły jej koleżanki, które zazdrościły jej popularności i chłopaka z reprezentacji szkoły w futbolu. Ona sama nie przepadała za całą tą sytuacją, bo czuła się sztuczna. Mało kto wiedział, że w szkole średniej dorabiała jako kelnerka w hotelu Somerset w Somerville w New Jersey. Zarobione pieniądze wydawała nie tylko na utrzymanie, ale i małe przyjemności. Gdy miała 16 lat, wybrała się na koncert Beatlesów w nowojorskim Shea Stadium. W jego trakcie trzymała w rękach transparent z napisem „Kocham Paula”.

Podczas nauki w prestiżowym Vassar College dla dziewcząt zaczęła szukać „prawdziwej tożsamości”. Przełom nastąpił, gdy zagrała główną rolę w wystawianym amatorsko na uczelni dramacie Panna Julia Augusta Strindberga. Później mówiła, że gdy koleżanki pytały ją, skąd wiedziała, jak oddać pogmatwaną osobowość bohaterki, nie potrafiła im udzielić odpowiedzi. Wiedziała tylko jedno: na scenie czuła się jak zahipnotyzowana.

Mimo że instynkt podpowiadał jej wybór drogi aktorskiej, doszła do wniosku, iż nie jest to zawód, który gwarantuje stały dochód. Zdecydowała więc, że zostanie adwokatem. Złożyła papiery na uczelni, ale w dzień rozmowy kwalifikacyjnej zaspała i na nią nie dotarła. Potraktowała to jako znak, że powinna robić coś innego. W efekcie wybrała School of Drama na Uniwersytecie Yale. Podczas egzaminu wstępnego zwaliła z nóg członków komisji. Swoje doświadczenie z czasu studiów opisała tak:

Czułam strach. Po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że to nie jest zabawa i że ten zawód ma też swoją ciemną stronę. Było tam jak na obozie wojskowym, gdzie golą ci głowę. Uczyli cię pokory. Wiele ich działań miało na celu złamanie twojego ducha, żebyś dzięki instynktowi przetrwania zaczęła korzystać z tego, co ważne.

Meryl nie tylko przetrwała, ale została najlepszą studentką. Dominowała nawet w szermierce. Wszystko to pomimo faktu, że w wolnych chwilach musiała zarabiać na życie. Ponownie pracowała jako kelnerka. Dodatkowo pisała też na maszynie.

Po pierwszym doświadczeniu w przemyśle filmowym – małej roli w obrazie Julia z 1977 r. – na serio rozważała porzucenie aktorstwa.

Miałam fatalną perukę, a poza tym wycięli moje słowa ze sceny, którą nakręciłam z Jane Fondą, i umieścili je w innej scenie. Pomyślałam sobie, że popełniłam straszliwy błąd, że nigdy więcej nie zagram w filmach i że nienawidzę tego biznesu – mówiła w wywiadzie udzielonym wiele lat później.

Trzy lata po skończeniu studiów otrzymała swą pierwszą nominację do Oscara – za rolę w Deer Hunter. Ona sama nie była zadowolona z tej roli, bo – jak powiedziała – „grałam tylko roztargnioną dziewczynę”. Rok później miała już w ręku złotą statuetkę za Kramer v. Kramer. A ciąg dalszy wszyscy wielbiciele jej talentu doskonale znają: Sophie’s Choice, Out of Africa, The Iron Lady, The French Lieutenant’s Woman, Ironweed, Postcards from the Edge, The Bridges of Madison County, One True Thing, The Devil Wears Prada, Julie and Julia, Into the Woods etc., etc...

Narzeczony i mąż

Swoją wielką miłość Meryl spotkała w 1976 r. podczas castingu do Measure for Measure według sztuki Szekspira. Nazywał się John Cazale i był bardzo utalentowanym aktorem. Mimo młodego wieku miał już za sobą role w pięciu filmach, które były nominowane do Oscara, w tym Fredo Corleone w dwóch pierwszych częściach kultowego Godfather. Zakochali się w sobie bez pamięci i niemal z dnia na dzień razem zamieszkali. Planowali wspólne życie. W opinii kolegów z planu filmowego i reżysera Joe Pappa, ich romans był bardzo intensywny i... fizyczny. Meryl zwracała uwagę ciągle pogryzionymi wargami. Wydawało się, że są najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Wisienką na torcie miał być wspólny występ w The Deer Hunter.

I wtedy los spłatał im okrutnego figla. Lekarze zdiagnozowali u Johna nowotwór płuca z przerzutami na kości. Jego stan był tak poważny, że nikt nie chciał go ubezpieczyć i producenci obrazu zdecydowali, by go zwolnić. Został tylko dlatego, że Papp i Meryl zagrozili, iż również odejdą. W rezultacie produkcję przeorganizowano tak, że sceny z jego udziałem zostały nakręcone na samym początku, gdy jeszcze czuł się w miarę dobrze. Gdy jego stan się pogorszył, Meryl zmieniła się z kochanki w pielęgniarkę. Przez pięć miesięcy towarzyszyła mu podczas chemioterapii w Memorial Sloan Kettering Cancer Center, a gdy przebywali w swoim apartamencie na Manhattanie, nieustannie prezentowała komediowe monologi i czytała mu wiadomości z prasy, naśladując różne osoby.

Meryl Streep Walk of Fame Wikipedia(fot. Wikipedia)Nie widziałem nigdy osoby tak bardzo oddanej komuś, kto jak John powoli odchodził. Ten jej akt miłości powalał z nóg – powiedział odtwórca głównej roli w Deer Hunter, Robert de Niro.

Opiekowała się nim, jakby nie było nikogo innego na ziemi. Nigdy nie dała mu do zrozumienia, że może umrzeć. On wiedział, że umiera, jak wie to każdy umierający człowiek. Ale ona dawała mu ogromną nadzieję – opowiadał Papp.

Po zakończeniu zdjęć do filmu Meryl przeprowadziła się z Johnem do szpitala. Nie doczekał premiery. Zmarł 12 marca 1978 r. w wieku 42 lat. Gdy lekarze stwierdzili zgon, aktorką zaczęły targać tak silne emocje, że rzuciła się na niego i zaczęła z furią uderzać w jego piersi, wołając, by się obudził. Podobno na moment Cazale otworzył oczy i zapewnił ją, że wszystko będzie dobrze, po czym zamknął je na dobre.

Zrozpaczona Meryl wyjechała na chwilę do przyjaciółki w Kanadzie. Gdy wróciła, okazało się, że musi opuścić mieszkanie, które dzieliła z narzeczonym. W pakowaniu rzeczy pomagał jej brat, który przywiózł ze sobą przyjaciela, rzeźbiarza Donalda J. „Dona” Gummera. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, ale na rozkwit uczucia nie trzeba było długo czekać. Na początku pisali do siebie listy, a gdy artysta wrócił z podróży do Nowego Jorku, zamieszkali razem.

Meryl powiedziała później, że Don podbił jej serce, bo rozumiał jej cierpienie i nauczył ją, jak – mimo tragedii, po której zawalił się jej świat – żyć dalej. Zaledwie sześć miesięcy po śmierci Cazale’a, pobrali się w ogrodzie domu rodziców we wrześniu 1978 r. Jej matka miała poważne obawy, ale okazały się one bezpodstawne. Do dziś Meryl i Don tworzą udane małżeństwo. W ciągu 39 lat jego trwania nigdy nie dostarczyli pożywki plotkarskim mediom. Aktorka zdradziła kiedyś, że tajemnicą szczęśliwego pożycia we dwoje jest „dobra wola, ochota do naginania się, gdy wymaga tego sytuacja, i umiejętność nabierania raz na jakiś czas wody w usta”.

Mieszkają z dala od Hollywood, w Connecticut. I choć żyją pięknie – do ich majątku ziemskiego należy jezioro o powierzchni 47 akrów – to mają zdrowe podejście do kwestii domu i rodziny.

Mój mąż jest rzeźbiarzem i architektem, nie lubi życia w świetle kamer – powiedziała aktorka.

Zresztą ona ma podobne podejście. Na czerwonym dywanie pojawia się tylko wtedy, gdy obligują ją do tego kontrakty.

Mają czwórkę dorosłych już dzieci: 37-letniego syna Henry’ego Wolfa „Harry’ego” oraz trzy córki – 33-letnią Mary Willę „Mamie”, 30-letnią Grace Jane i 25-letnią Louise Jacobson.

Gdy dzieci były małe, Meryl drastycznie ograniczyła liczbę godzin pracy, by móc być na pełen etat mamą, która gotuje, robi kanapki, wozi do szkoły i na różne zajęcia pozalekcyjne oraz czyta bajki na dobranoc.

Moich dzieci nie interesowało, co robiłam cały dzień. Dla nich ważne było, żeby w domu paliło się w kominku, w kuchni pachniało jedzenie, a w szufladzie nie brakowało majtek – powiedziała w jednym z wywiadów.

Kiedyś Cher, która zagrała ze Streep w Silkwood, odkryła ku swojemu zaskoczeniu mniej znaną stronę koleżanki po fachu.

Jest niczym maszyna, jeśli chodzi o grę aktorską. Ona przyszła na świat, by to robić. Ale jest też mamą, która uwielbia gotować i dbać o dom. W przerwie między zdjęciami robiłyśmy na drutach i rozmawiałyśmy całymi godzinami o naszych dzieciach. W pewnym momencie pomyślałam, że z nami jest coś nie tak. I wtedy zdałam sobie sprawę, że jesteśmy po prostu dwiema dumnymi matkami – powiedziała gwiazda Moonstruck.

Meryl przyznała, że nieustannie myśli o dzieciach, bo to one są jej najważniejszymi „Oscarami”. Nie bardzo chciała, by poszły jej śladem. Ucieszyła się więc, gdy skończyły studia niezwiązane z jej zawodem. Radość nie trwała długo. Mamie i Grace zostały jednak aktorkami. Louisa, która z wykształcenia jest matematyczką, póki co pracuje jako modelka. Henry jest muzykiem. Aktorka jest dumna z całej gromadki. Podobnie jak i z męża, któremu podziękowała za wszystko, gdy w 2012 r. odbierała Oscara za Iron Lady.

Po pierwsze pragnę podziękować Donowi, ponieważ gdy dziękujesz mężowi na końcu przemówienia, nikt tego nie słyszy, gdyż włączają muzykę sygnalizującą, że twój czas się skończył. A ja chcę, żebyś wiedział, że wszystko, co w naszym życiu cenię najbardziej, dałeś mi ty – powiedziała.

Dorota Feluś