Szukaj
Polub nas!

Lewis Scooter Libby fot Matthew Cavanaugh EPALewis „Scooter” Libby
(fot. Matthew Cavanaugh/EPA)
Kozioł ofiarny prezydenta?

Na początku pierwszej dekady XXI wieku w USA doszło do skandalu politycznego, którego „bohaterem” był Lewis „Scooter” Libby, doradca prezydenta George’a W. Busha i szef sztabu wiceprezydenta Dicka Cheneya. Zakrojone na szeroką skalę śledztwo skończyło się postawieniem Libby’ego przed sądem i skazaniem go na 30 miesięcy więzienia. Dziś jednak istnieją uzasadnione podejrzenia, iż „Scooter” był jedynie wygodnym dla ówczesnej administracji kozłem ofiarnym…

Po atakach terrorystycznych we wrześniu 2001 roku administracja George’a W. Busha zaczęła przygotowywać się niemal natychmiast do inwazji na Irak, mimo iż w miarę było oczywiste, że Saddam Husajn nie miał z tymi wydarzeniami nic wspólnego. Bush i spółka robili, co mogli, by zbliżającą się wojnę jakoś uzasadnić i zgodnie wymyślili tezę, że Husajn stanowił bezpośrednie zagrożenia dla USA, gdyż posiadał broń masowego rażenia.

W styczniu 2003 roku prezydent wystąpił z dorocznym przemówieniem o stanie Unii na forum połączonych izb Kongresu. W wystąpieniu tym padło zdanie, które, jak się miało wkrótce potem okazać, było kompletnie nieprawdziwe. Bush powiedział: – Rząd brytyjski dowiedział się, że Saddam Husajn próbował ostatnio kupić znaczne ilości radioaktywnego uranu w Afryce. Wiele wskazuje na to, że prezydent wiedział wtedy doskonale, iż tezy tej nie da się w żaden sposób potwierdzić.

Misja w Nigrze

W lutym 2002 roku CIA na prośbę Białego Domu zdecydowała się wysłać do Nigru specjalnego przedstawiciela, który miał zbadać prawdziwość plotek o irackich próbach zakupu uranu. Zadanie to powierzono Josephowi Wilsonowi, który przez wiele lat pracował jako dyplomata w kilku afrykańskich krajach. Był to człowiek powszechnie ceniony za swoją rzetelność, którą w Nigrze również się wykazał. Najpierw rozmawiał wielokrotnie z ówczesną ambasador USA w tym kraju, Barbro Owen-Kirckpatrick, a potem spotkał się z wieloma przedstawicielami rządu. Zebrał w ten sposób informacje, z których jasno wynikało, że Husajn nigdy uranu w Nigrze nie kupił. Rząd iracki wyraził wprawdzie chęć do wszczęcia rozmów na temat rozwoju kontaktów handlowych z Nigrem, ale premier tego kraju odmówił, obawiając się złamania sankcji nałożonych wcześniej na Irak.

Wilson wrócił do USA i o wynikach swojej misji poinformował wiceprezydenta Cheneya. W ten sposób już na początku 2002 roku administracja doskonale wiedziała o tym, iż domniemany zakup uranu przez Irak nigdy nie miał miejsca. Mimo to Bush wygłosił publicznie przytoczone powyżej zdanie, co postawiło Wilsona w trudnej sytuacji. Zdał on sobie sprawę, że Biały Dom manipuluje opinią publiczną przy pomocy kompletnie zmyślonych faktów.

Na początku marca 2003 roku Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (IAEA) opublikowała raport, w którym stwierdzała jednoznacznie, iż Bush w swoim styczniowym przemówieniu oparł się na brytyjskich dokumentach, które były „oczywistymi fałszerstwami”. Raport został podany do wiadomości publicznej zaledwie na 11 dni przed amerykańską inwazją na Irak. Wojny nie dało się w żaden sposób zatrzymać, a skonsternowany Wilson postanowił, że musi wszystkim powiedzieć prawdę o swoich dociekaniach w Nigrze.

Wyznanie i zemsta

6 lipca 2003 roku na łamach dziennika The New York Times ukazał się artykuł Wilsona pt. „What I Didn’t Find in Africa”. Autor wyznał w nim, że w Nigrze nie znalazł absolutnie żadnych dowodów na to, iż Husajn próbował kupić od tego kraju uran. Skrytykował też ostro administrację Busha za wszczęcie wojny na podstawie nieprawdziwych lub częściowo nieprawdziwych informacji. Artykuł Wilsona stał się sensacją i spowodował prawdziwą burzę w Białym Domu. Już następnego dnia w czasie specjalnie zwołanej konferencji prasowej sekretarz stanu Colin Powell oznajmił, że w styczniu, gdy prezydent wygłaszał swoje przemówienie, istniały uzasadnione podejrzenia o to, iż Saddam próbował kupić uran w Nigrze. Jednak nie wyjaśnił w żaden sposób, dlaczego administracja nie wzięła pod uwagę informacji zgromadzonych przez Wilsona.

Joseph Wilson fot Brendan Smielowski EPAJoseph Wilson
(fot. Brendan Smielowski/EPA)
Z kolei ówczesny szef CIA, George Tenet, stwierdził, że raport Wilsona nigdy nie został przedstawiony wiceprezydentowi i że Cheney nie zlecił agencji wywiadowczej wysłania do Nigru amerykańskiego śledczego. Podobną tezę wygłosił Libby, który zadzwonił nawet do Tima Russerta z sieci NBC, by zgłosić sprzeciw wobec nieprawdziwych, jego zdaniem, treści. Jednak Wilson nie ustąpił – potwierdził w programie Meet the Press, iż wiceprezydent Cheney wymyślił sam misję do Nigru i zlecił jej wykonanie CIA.

Na zemstę Białego Domu nie trzeba było długo czekać. W tydzień po ukazaniu się artykułu Wilsona znany konserwatywny dziennikarz Robert Novak napisał w dzienniku The Washington Post artykuł o okolicznościach, w jakich doszło do wysłania Wilsona do Nigru. W tekście tym wspomniał, niemal mimochodem, że żona Wilsona, Valerie Plame, była „agentką CIA”. Niemal natychmiast wybuchł poważny skandal, ponieważ świadome zdemaskowanie tajnego pracownika amerykańskich służb specjalnych jest przestępstwem kryminalnym. Niemal pewne jest to, iż wyjawienie tożsamości Plame zostało w taki czy inny sposób zlecone przez Biały Dom. Miała to być nie tylko zemsta za krytykę administracji ze strony Wilsona, ale również ostrzeżenie dla wszystkich innych potencjalnych krytyków.

Śledztwo

We wrześniu 2003 roku Departament Sprawiedliwości wszczął formalne śledztwo w sprawie zdemaskowania Plame. Powołano specjalnego prokuratora, którym został Patrick J. Fitzgerald. Rozpoczęły się przesłuchania świadków, które w sumie trwały 22 miesiące. Mogłoby się wydawać, że zasadniczą kwestią do wyjaśnienia było to, kto w Białym Domu rozmawiał z Robertem Novakiem na temat powiązań Plame z CIA i na czyje zlecenie to nastąpiło. Jednak działania śledcze poprowadziły Fitzgeralda w zupełnie innym kierunku.

Prokurator specjalny ustalił, że w marcu 2004 Libby złożył przed sądem przysięgłych (grand jury) fałszywe zeznania, usiłując w ten sposób utrudnić śledztwo federalne i zataić swoją rolę w zdemaskowaniu Plame. Ustalono ponadto, że Libby powiedział dwójce reporterów, Timowi Russertowi i Matthew Cooperowi, o pracy Plame dla CIA. Na podstawie tych ustaleń Libby został postawiony w stan oskarżenia pod zarzutem krzywoprzysięstwa oraz blokowania śledztwa federalnego. 6 marca 2007 roku Libby został uznany winnym czterech z pięciu zarzucanych mu czynów i skazany na 30 miesięcy więzienia. Wkrótce potem został jednak ułaskawiony przez prezydenta Busha, choć jego wyrok nie został wymazany z akt. Libby stracił też swoją licencję prawnika, którą odzyskał w roku 2016.

Proces Libby’ego był jedynym konkretnym rezultatem wielomiesięcznego śledztwa. Mimo że Fitzgerald miał na oku trzy inne postaci zamieszane w ten skandal, nikogo więcej nigdy o nic nie oskarżono. Postaciami tymi byli: prezydent George W. Bush, wiceprezydent Dick Cheney oraz zastępca sekretarza stanu Richard Armitage. Prokurator specjalny niemal na pewno ustalił wtedy, że Bush i Cheney zlecili Armitage’owi poinformowanie Novaka o działalności agenturalnej Plame, choć nie wiadomo dokładnie, skąd oni sami o tej działalności wiedzieli. To, że pierwszym źródłem przecieku był Armitage, zostało potwierdzone w czasie procesu Libby’ego.

Jednak Fitzgerald nie zdecydował się na sporządzenie dodatkowych aktów oskarżenia – jak twierdził, z powodu skomplikowanych problemów proceduralnych – i zamknął śledztwo. Po ogłoszeniu przez sąd wyroku w sprawie Libby’ego, Fitzgerald powiedział dziennikarzom, że nad głową wiceprezydenta „wiszą czarne chmury”. Z chmur tych nigdy nie wyniknęła jednak żadna burza, przede wszystkim dlatego, że zeznania Libby’ego były pokrętne i niepełne.

Choć obrady sądu przysięgłych są tajne, na początku 2006 roku pojawiły się doniesienia, iż Libby zeznał, że wiceprezydent Cheney polecił mu wyjawienie „niektórych dokumentów” dotyczących dociekań w sprawie domniemanego posiadania przez Irak broni masowego rażenia. Nieco później jeden z jurorów, Denis Collins, powiedział dziennikarzom The Washington Post, że Libby z pewnością był winien zarzucanych mu czynów, ale niemal na pewno był tylko kozłem ofiarnym, który poświęcił się dla swoich mocodawców, gdyż wiedział, że zostanie ułaskawiony.

Częściowa rehabilitacja

Gdy Libby zaczął pod koniec 2015 roku zabiegać o przywrócenie mu licencji prawnika, specjalna komisja w Waszyngtonie, która rozpatrywała jego wniosek, wyraziła zaskakującą opinię. Stwierdziła mianowicie, że sprawa Libby’ego jest szczególnie skomplikowana dlatego, iż zainteresowany nigdy nie przyznał się do winy i że jeden z zasadniczych świadków na jego procesie zmienił zeznania. Owym świadkiem była dziennikarka The New York Times, Judith Miller, która w sądzie zeznała, iż Libby powiedział jej o pracy Plame dla CIA. Jednak po kilku latach doszła do wniosku, że błędnie zinterpretowała swoje własne notatki i że Libby nigdy niczego takiego jej nie wyjawił, a prokurator Fitzgerald zataił przed nią istotne informacje.

Dick Cheney fot Shawn Thew EPA 2Dick Cheney (fot. Shawn Thew/EPA)Prawdziwe powody zdemaskowania Valerie Plame pozostają niejasne. Jednak dziś wiemy już, że Libby był jednym z ostatnich przedstawicieli ówczesnej administracji, który o roli żony Wilsona w CIA wiedział. Głównym winowajcą był Richard Armitage, który o karierze Plame w CIA rozmawiał najpierw z Novakiem, a potem z niezidentyfikowanym reporterem The Washington Post. Nieco później informacje o Plame potwierdził też Novakowi prezydencki doradca Karl Rove. Wreszcie mówił też o tym dwukrotnie rzecznik prasowy Białego Domu, Ari Fleischer, najpierw w małym kręgu reporterów na pokładzie Air Force One, a potem w rozmowie telefonicznej z reporterem w Waszyngtonie.

Wszystko to wyjaśnia, dlaczego Libby był bardzo zaskoczony, gdy Tim Russert zapytał go o pracę Plame w FBI. Nie sądził, że dziennikarze o tym fakcie wiedzieli. Nie wiadomo dokładnie, dlaczego Fitzgerald w sposób tak nieprzejednany dążył do skazania Libby’ego, mimo że od samego początku wiedział, iż Armitage był źródłem przecieku. Dziś przeważa pogląd, iż próbował na tyle zastraszyć szefa sztabu Cheneya, by zmusić go do składania zeznań przeciw wiceprezydentowi. Jednak Libby nigdy na coś takiego się nie zdecydował i za swoje nieprawdziwe zeznania został słusznie skazany. Nie zmienia to faktu, że to nie on jest główną postacią afery z Valerie Plame. Jej głównymi „autorami” byli wedle wszelkiego prawdopodobieństwa: Richard Armitage, Karl Rove, Ari Fleicher, Dick Cheney, a być może również George W. Bush.

Armitage zrezygnował ze swojej funkcji w 2004 roku. Choć dwa lata później przyznał się do zdemaskowania Plame, zawsze twierdził, że stało się to zupełnie przypadkowo, w trakcie wywiadu udzielonego Novakovi. Jego wersja wydarzeń jest jednak trudna do zaakceptowania, ponieważ w listopadzie 2015 roku słynny dziennikarz The Washington Post Bob Woodward wyjawił, że w czerwcu roku 2003 on również rozmawiał z Armitage’em, który celowo zdradził mu powiązania Plame z CIA. Wydaje się więc, że zastępca sekretarza stanu działał celowo i z premedytacją i że z pewnością robił to na czyjeś zlecenie, gdyż trudno sobie wyobrazić, iż nagle sam wpadł na taki pomysł. „Scooter” Libby miał z tymi wydarzeniami niewiele wspólnego – był za to niezwykle lojalnym podwładnym, który zgodził się dla swoich zwierzchników zaryzykować karierę zawodową i wolność.

Andrzej Heyduk