Szukaj
Polub nas!

buddha Posąg Buddy fot PixabayPosąg Buddy (fot. Pixabay)Przebudzony ze snu niewiedzy

Przez pierwsze 29 lat swego życia był otoczonym luksusem beztroskim księciem Siddharthą Gautamą. Ojciec planował, że zostanie jego następcą. Wszystko zmieniło się w momencie, gdy wyszedł z pałacu i zderzył się z rzeczywistością. Po siedmiu latach praktyki ascezy doznał oświecenia i został nazwany Buddą Siakjamunim...

Beztroskie życie

Teksty przedstawiające życie i nauczanie Buddy – tzw. sutry – powstały w I w. p.n.e., czyli czterysta lat po jego narodzinach. W międzyczasie powstało tak wiele legend, że nie sposób wyłowić prawdziwej historii. Podczas gdy część wyznawców uważa wielkiego wizjonera „tylko” za człowieka, inni twierdzą, że był jednym z szeregu bogów.

Według sutr książę Siddhartha Gautama (przyszły Budda Siakjamuni) został poczęty we śnie, a do łona swej matki – królowej Mai Devi – wszedł jako biały słoń przez prawy bok. Przyszedł na świat prawdopodobnie w 560 r. p.n.e. (niektóre źródła podają rok 623 p.n.e.) w Lumbini, niewielkiej wiosce na południu Nepalu. Devi powiła go nieoczekiwanie, w trakcie podróży, podczas pełni pierwszego miesiąca kalendarza nepalskiego. Doszło do tego po tym, jak odbyła rytualną kąpiel w tzw. Puskarini, czyli Świętym Basenie z kamienia (tu swoją pierwszą kąpiel w życiu miał odbyć także mały książę), trzymając się gałęzi drzewa figowego w ogrodzie.

Niedawno w tym miejscu, które uznawane jest za jedno z najświętszych miejsc buddyzmu (pozostałe trzy to: Kuszinagar, Bodhgaja i Sarnath), archeolodzy z Nepalu i Wielkiej Brytanii odkryli drewnianą świątynię buddyjską, wzniesioną dla upamiętnienia narodzin księcia Siddharthy. Ustalili, że pochodzi z VI wieku p.n.e., a zatem jest najstarszym artefaktem buddyjskim na świecie. Odkrycie jest dowodem na to, że założyciel buddyzmu faktycznie przyszedł na świat w czasie, jaki podają święte księgi tej religii. Co więcej, archeologom udało się potwierdzić również inne elementy legendy na temat narodzin Buddy. Między innymi w centrum odkrytej świątyni zauważyli otwartą przestrzeń, w której, jak sądzą, kiedyś mogło mieścić się pokaźne drzewo. Kopiąc głębiej znaleźli nawet szczątki korzeni drzewa, co, mimo iż nie ma możliwości ustalenia, czy należały do legendarnego figowca, dobrze łączy się z przekazywaną od pokoleń historią.

Według legendy, narodzinom Siddharthy towarzyszyły, zgodnie z wcześniejszymi przepowiedniami, nadprzyrodzone znaki. W związku z tym jego ojciec Suddhodana pragnąc poznać przyszłość potomka, wezwał do pałacu w stolicy państwa Kapilavastu słynnego wówczas mędrca Asitę. Ten przepowiedział, że dziecko zostanie albo największym z władców, albo świętym mędrcem. Suddhodana wystraszył się nie na żarty. Po pierwsze w jedynym synu widział godnego następcę tronu, a po drugie nie chciał go stracić tak jak niespodziewanie stracił żonę – Mai Devi zmarła zaledwie siedem dni po urodzeniu syna. Żeby nie dopuścić do spełnienia się drugiej wersji proroctwa, postanowił syna odseparować. Zamknął go w luksusowym pałacu i zabronił kontaktu ze światem zewnętrznym pełnym „pokus” – w postaci ludzi starych, chorych czy w jakikolwiek inny sposób nieszczęśliwych – które mogły go nakłonić do radykalnej zmiany stylu życia.

Tak okres ten Budda wspominał po latach:

„Żyłem niezwykle wykwintnie. Mój ojciec miał nawet stawy lotosowe w naszym pałacu: jeden, gdzie kwitły czerwone lotosy, jeden, gdzie kwitły białe lotosy, i jeden, gdzie kwitły niebieskie lotosy – wszystko dla mego dobra. Drzewo sandałowe musiało być sprowadzane z Waranasi. Mój turban był z Waranasi, tak jak moja tunika, dolna część garderoby czy wierzchni płaszcz. Biały parasol okrywał mnie dzień i noc, aby chronić mnie przed zimnem, gorącem, kurzem, brudem czy rosą. Miałem trzy pałace: jeden na porę zimną, jeden na porę gorącą i jeden na porę deszczową. Podczas czterech miesięcy deszczowej pory byłem zabawiany w pałacu deszczowym w towarzystwie samych tylko kobiet. W tym okresie ani razu nie opuszczałem pałacu”.

W wieku szesnastu lat Siddhartha zawarł związek małżeński z księżniczką Jasiodharą, która pochodziła z tego samego miasta. 13 lat później na świat przyszedł ich jedyny syn Rahula.

Wielkie Odejście i Oświecenie

Luksusy, piękna żona i nowo narodzony syn nie były w stanie zabić w Siddharthcie ciekawości poznania tego, co leżało za pałacowymi murami. Kiedy 29-latek pewnego dnia opuścił potajemnie swoją rezydencję w towarzystwie służącego, doznał szoku. Najpierw zobaczył niedołężnego starca i dowiedział się, że starość jest przeznaczona wszystkim. Później dowiedział się o istnieniu choroby, gdy spotkał człowieka pokrytego wrzodami. Widząc zwłoki niesione wśród lamentu żałobników, odkrył śmierć. Na koniec wyprawy zobaczył pobożnego mędrca, ubranego w prostą szatę, który w przeciwieństwie do ludzi chorych, starych i umierających, sprawiał wrażenie szczęśliwego.

W taki to sposób konfrontacja z rzeczywistością pozwoliła mu zrozumieć cztery podstawowe prawdy: nieuchronność starości, choroba, śmierć oraz asceza, która niesie ze sobą nadzieję i pocieszenie. Stwierdził, że jego dotychczasowe życie było puste i nic nie warte. Następnego dnia po powrocie do pałacu opuścił żonę i bliskich, i w żebraczych szatach wyruszył w świat, by szukać drogi wyzwolenia z cierpienia. Tradycja buddyjska określa ów moment mianem Wielkiego Odejścia.

„Życie rodzinne jest tłoczną, zakurzoną drogą. Odchodząc, stajesz się wolny. Nie jest wcale łatwe życie w domu w porównaniu ze świętym życiem, które jest całkowicie doskonałe, całkowicie czyste jak wypolerowana powłoka” – skomentował wybór życiowej drogi.

budda Mahabodhitemple fot WikipediaŚwiątynia Mahabodhi,
gdzie według tradycji Budda
Siakjamuni miał uzyskać oświecenie
pod drzewem figowca
(fot. Wikipedia)
Przez sześć następnych lat Siddhartha poddawał się rygorystycznej ascezie, studiował i praktykował różne metody medytacji z najbardziej znanymi wówczas mędrcami, Alarą Kalamą i Uddaką Ramaputtą. Gdy pewnego dnia młoda wieśniaczka Sudżata zaoferowała mu miskę ryżu, chleb i kwaśne mleko, przyjął je i po raz pierwszy od wielu dni spożył porządny posiłek. Jego towarzysze asceci uznali, że zdradził drogę, w którą wierzyli, i zgorszeni opuścili go.

On tymczasem zrozumiał, że człowiek głodny nie jest w stanie dobrze się koncentrować, a zbyt skrajnie ascetyczne techniki medytacyjne, w tym fizyczne umartwianie, nie prowadzą do celu, którym jest osiągnięcie wolności ducha. Stwierdził, że należy podążać ścieżką równowagi a nie ekstremizmu. Nazwał ją Drogą Środka. Tego wieczoru otrzymał od spotkanego wieśniaka wiązkę trawy i usiadł na niej wygodnie pod figowcem, zwanym drzewem Bodhi. W trakcie trwającej 49 dni medytacji doświadczył stanu pełnego duchowego oświecenia (anuttara samjak sambodhi). Między innymi poznał wszystkie swoje wcielenia, zrozumiał tajemnicę cierpienia (dukkha) i dowiedział się, jak się od niego wyzwolić. Doświadczał również różnych wizji niebiańskich istot.

„Kiedy więc umysł był skoncentrowany, oczyszczony, jasny, nieskalany, pozbawiony splamień, giętki, plastyczny, stabilny i osiągnął niewzruszoność, nakierowałem go na wiedzę przypominania sobie swych przeszłych żywotów. Wspominałem rozmaite przeszłe życia: jedno życie, dwa (...) setki tysięcy, wiele eonów kosmicznego skurczu i kosmicznej ekspansji (...). Skierowałem go na wiedzę dotyczącą przemijania i ponownego pojawiania się istot. Ujrzałem – dzięki boskiemu oku, oczyszczonemu i przewyższającemu ludzkie – jak istoty przemijają i ponownie wracają i dostrzegałem, w jaki sposób były lepsze czy gorsze, piękne lub brzydkie, szczęśliwe lub nieszczęśliwe zgodnie ze swoją karmą (...). Niewiedza została zniszczona; pojawiła się wiedza; ciemność została rozproszona; pojawiło się światło – tak to się dzieje z kimś, kto jest uważny, żarliwy i zdecydowany. Ale przyjemne doznania, które w ten sposób powstały, nie rozpraszały mego umysłu ani nie pozostawały.
Skierowałem uwagę na przeszkody umysłu. Dostrzegłem, w jaki sposób powstają: To jest cierpienie... to jest przyczyna cierpienia... to jest ustanie cierpienia... to jest droga prowadząca do ustania cierpienia” – opisał przeżycie.

Gdy otworzył oczy, zobaczył poranną gwiazdę. Od tego momentu zaczęto go nazywać Buddą. I tu ciekawostka – słowo „budda” jest spokrewnione z polskim „budzić”: oba pochodzą od praindoeuropejskiego rdzenia „bʰeudʰ” – „budzić”. W sanskrycie Budda znaczy dosłownie: „obudzony”, czyli „oświecony”, „przebudzony ze snu niewiedzy”. Inne imiona twórcy buddyzmu to Tathagata – „ten, który to osiągnął” lub „ten, który przyszedł nauczać” i Bhagawad, czyli „pan”. Drugi człon jego nowego imienia – Siakjamuni – oznacza „Mędrca z rodu Siakjów”.

Kandziur

Od momentu oświecenia Budda nauczał i organizował buddyjskie wspólnoty mnichów. Jego pierwsza nauka, wygłoszona w Parku Jeleni w Benares, która prezentowała podstawy buddyzmu, znana jest pod nazwą „Wprawienie w ruch koła dharmy”. Wszystkie nauki Buddy – spisane dopiero setki lat po jego śmierci – noszą nazwę Kandziur, a dodawane do nich na przestrzeni lat komentarze to Tendziur.

Budda twierdził, że nie ma Boga jako takiego. Co prawda uważał, że bogowie hinduscy istnieją, ale utrzymywał, że jako duchy, które nie osiągnęły pełnego wyzwolenia, nie mają wpływu na życie ludzi. Odrzucił panujący wcześniej w Indiach system kastowy i obrządki wedyjskie. Nigdy jednak nie próbował formalizować religii, bo twierdził, że każdy ma sam dążyć do osiągnięcia całkowitego urzeczywistnienia potencjału umysłu i doświadczenia trwałego szczęścia, czyli oświecenia.

Nie wierzcie w ani jedno słowo tylko dlatego, że wypowiedział je Budda, lecz sprawdzajcie rzeczy sami. Bądźcie swoimi własnymi nauczycielami – mówił.

Przejęte przez niego ze starszej religii idee – między innymi karmy, reinkarnacji oraz nirwany – i techniki (medytacja) oraz zalecenia (przestrzeganie wzorców moralnych) miały być tylko narzędziami pomocnymi w osiągnięciu oświecenia.

Karma to zrozumienie, że każdy jest odpowiedzialny za swoje własne życie, a skoro tak, to może świadomie gromadzić pozytywne czyny prowadzące do szczęścia i unikać działań, które w przyszłości spowodują cierpienie. Reinkarnacja to w pojęciu buddyjskim przekonanie, iż nic nie istnieje samodzielnie ani wiecznie, a życie jest ciągiem nietrwałych procesów. Pięknie ujął to Johann Wolfgang von Goethe:

Dusza ludzka jest jak woda;

spada z nieba i do nieba wzlatuje,

i znów spada na ziemię,

wiecznie zmienna.

Nirwana jest stanem wyzwolenia od narodzin i śmierci, czyli sansary – „niekończącej się wędrówki dusz”.

Fundamentem nauki Buddy są tzw. cztery szlachetne prawdy. Pierwsza z nich mówi, że „życie jest cierpieniem”. Według drugiej – „cierpienie powodowane jest żądzą i przywiązaniem”. Trzecia poucza, że „żądzę i przywiązanie można zwyciężyć”. Czwarta z nich wskazuje, że „aby pokonać żądzę i przywiązanie, należy przejść przez ośmioraką ścieżkę, której elementami są: właściwe rozumienie, prawidłowe myślenie, prawidłowa mowa wolna od kłamstw i plotek, prawidłowe działanie, uczciwy, niekrzywdzący nikogo sposób zarabiania na życie, właściwy wysiłek, utrzymywanie właściwej przytomności umysłu, koncentracja”.

Budda nauczał, że nie wolno zabijać, kraść, postępować bezwstydnie, kłamać, pić alkoholu ani zażywać narkotyków. Dodatkowo, mnichom nakazywał zachowywać posty oraz zakazywał używać pachnideł i ozdób, uczestniczyć w świeckich rozrywkach, spać w wygodnym łóżku i korzystać z pieniędzy.

Podobnie jak data urodzin, tak i data śmierci Buddy nie jest pewna. Podczas jednego z sym­po­zjów po­świę­co­nych temu za­gad­nie­niu usta­lo­no, że naj­bar­dziej praw­do­po­dob­ny­ rok odejścia Oświeconego z tego świata przypada w okresie między 500 a 400 r. p.n.e. Zanim jednak Budda zmarł, w dniu swoich 80. urodzin powiedział, że kończy się czas jego ziemskiej misji, a tym samym i jego życia. Wtedy jego najwierniejszy uczeń Ananda zaczął błagać go, by nie odchodził. Przypomniał mu przy tym, że kiedyś powiedział, iż gdyby zechciał, mógłby żyć do końca świata. Budda odpowiedział, że wtedy, gdy mówił te słowa, nikt go nie poprosił, by został na ziemi.

Czas na podobne prośby się skończył. Swojej decyzji nie odwołam. Mogę umrzeć szczęśliwy, ponieważ nie zatrzymałem ani jednej nauki w zamkniętej dłoni. Cokolwiek może wam przynieść pożytek, już wam dałem – stwierdził.

Następnie poinstruował uczniów, co należy czynić po jego odejściu i jak zebrać jego nauki, po czym ogłosił, że udaje się do miasta Kusinagar, gdzie wejdzie w parinirwanę, czyli stan poza życiem i śmiercią. Ostatnimi słowami, jakie wypowiedział, były:

Wszystkie ciała zbudowane są ze składników, które pewnego dnia się rozpadną. Przez własny wysiłek możecie się wyswobodzić. Praktykujcie dalej.

Według przekazu, bezpośrednio przed śmiercią Budda miał ułożyć się na boku.

Dorota Feluś