Szukaj
Polub nas!

morderstwo SF fot PixabayZwłoki swoich ofiar Black Doodler porzucał w parkach
lub nad brzegami różnych zbiorników wodnych (fot. Pixabay)
Tajemnica morderstw z San Francisco

27 stycznia 1974 roku, nad Ocean Beach w San Francisco znaleziono zwłoki 49-letniego Earla Cavanaugha. Zginął od wielokrotnych ciosów nożem, a ułożenie jego ciała świadczyło o tym, że bronił się przed napastnikiem. O ofierze tego morderstwa nie było zbyt wielu informacji. Wiadomo było, że urodził się w Kanadzie i że w młodości przeprowadził się do Kalifornii. Pracował w fabryce materaców, nigdy nie był żonaty, ważył ponad 220 funtów oraz – jak sam twierdził – był katolikiem. Był też homoseksualistą, co w całej tej historii ma zasadnicze znaczenie...

Choć wtedy nikt jeszcze tego nie wiedział, Cavanaugh był pierwszą ofiarą seryjnego mordercy, znanego później jako „Black Doodler” (Czarny Bazgroła). Ów tajemniczy, czarnoskóry człowiek przesiadywał często w barach mieszczących się w dzielnicy Castro, które były ulubionymi miejscami okolicznych homoseksualistów. Przysiadał się tam do różnych ludzi i proponował im, że narysuje ich portret. Zwykle chętnie się na to godzili. A gdy rysunek był gotowy, zapraszał ich na randkę w jakimś „odludnym i intymnym miejscu”. Niestety ze spotkania tego nigdy nie wracali.

W sumie Doodler zabił 14 osób – wszyscy byli homoseksualistami i wszyscy ginęli od ran zadawanych nożem, choć przed śmiercią zwykle odbywali stosunki seksualne z mordercą. Ich zwłoki porzucane były w okolicznych parkach lub nad brzegami różnych zbiorników wodnych. Śledztwo w tej sprawie nigdy nie przyniosło żadnych efektów, a morderca pozostaje do dziś niezidentyfikowany. Jednak niemal pewne jest to, że prowadzący śledztwo wiedzieli, kto był sprawcą tych zbrodni.

Kontekst obyczajowy

Dziś, po tak wielu latach, sprawa seryjnego mordercy z San Francisco jest praktycznie nieznana. W porównaniu do nagłośnienia medialnego, jakie towarzyszyło zbrodniom tzw. mordercy zodiakalnego („Zodiac Killer”) oraz Davida Berkowitza, prasa praktycznie zignorowała fakt, iż ktoś w mieście systematycznie mordował homoseksualistów. Fakt ten nie mógł specjalnie dziwić. Ledwie na rok przed pierwszym morderstwem Doodlera amerykańska Psychiatric Association Board zdecydowała się po raz pierwszy nie klasyfikować homoseksualizmu jako choroby lub zboczenia. Mimo to ludzie o odmiennych preferencjach seksualnych byli nadal traktowani jak „dziwolągi” i powszechnie lekceważeni. Trzeba też przypomnieć, że kilka lat po zakończeniu przez Doodlera jego morderczej działalności Ken Horne stał się pierwszym człowiekiem w historii, u którego potwierdzono śmiertelną chorobę AIDS. W tych warunkach wieści o kolejnych zabijanych przez nieznanego osobnika homoseksualistach nie budziły większego zainteresowania ani też nie dawały mediom zbyt dużego pola do popisu.

Doodler zabijał przez ponad rok. Jednak wiadomości o kolejnych morderstwach nigdy nie gościły na pierwszych stronach gazet. To, że w tamtych czasach homoseksualiści skrzętnie skrywali swoje preferencje seksualne, obawiając się społecznego ostracyzmu, zaważyło w istotny sposób na przebiegu śledztwa. Można nawet powiedzieć, iż morderca nigdy nie został pociągnięty do odpowiedzialności, gdyż ci, którzy mogli na niego wskazać jako na winowajcę, nie mieli odwagi tego zrobić, gdyż byłoby to jednoznaczne z ujawnieniem własnych skłonności homoseksualnych.

Dziś zapewne trudno jest zrozumieć to, w jaki sposób traktowano wtedy homoseksualistów. Dwaj policjanci, Cornelius Lucy i William Gay, mieli zwyczaj jeździć radiowozem w okolicach parku Golden Gate i aresztować ludzi, którzy – ich zdaniem – zaczepiali mężczyzn w celu nawiązania jednopłciowych związków. W trakcie jednego z takich aresztowań Lawrence Candler został siłą wyciągnięty z samochodu i tak dotkliwie pobity, iż doznał trwałego urazu mózgu. Znamienne jest jednak to, iż policjanci ci uniknęli jakiejkolwiek kary tylko dlatego, że Candler nie zgodził się na zeznawanie, obawiając się konsekwencji.

Krwawe żniwo

W czerwcu 1974 roku niezidentyfikowana do dziś kobieta zawiadomiła policję o tym, iż na brzegu jeziora Spreckels w parku Golden Gate leżą zwłoki mężczyzny. Człowiek ten, który zginął od trzech pchnięć nożem, został zidentyfikowany jako 27-letni Joseph Stevens, którego widziano po raz ostatni w clubie Cabaret, skąd wyszedł z jakimś osobnikiem. Śledczy doszli do wniosku, że ofiara mordu z własnej woli zawiozła napastnika na miejsce przestępstwa. Miesiąc później 31-letni Niemiec, Claus A. Christmann, stał się trzecią ofiarą Doodlera. W jego przypadku morderca „poszedł na całość” – poderżnął mu trzykrotnie gardło oraz zadał 15 ciosów nożem. Ponieważ przy zmarłym znaleziono przyrządy do makijażu, w prasie napisano, iż ofiara „zdradzała zapewne skłonności homoseksualne”, co niemal automatycznie gwarantowało, iż przestępstwem tym nikt nie będzie się specjalnie interesował.

Po trzecim morderstwie śledczy doszli do wniosku, iż mają do czynienia z seryjnym mordercą. Fakt ten nie był jednak nikomu znany. Szeregi policji w San Francisco były wówczas zdominowane przez ludzi irlandzkiego pochodzenia, którzy nie kryli tego, iż nienawidzili homoseksualistów. Kapitan William O’Connor, który odpowiadał za kontakty policji z mediami, wyraził pogląd, iż wszyscy homoseksualiści „zdradzają zaburzenia emocjonalne”, co w oczywisty sposób sugerowało, iż wszelkie wydarzenia z ich udziałem były w taki czy inny sposób ich własną winą.

Na następną ofiarę Doodlera trzeba było czekać prawie rok. W 1975 roku znaleziono ciało 32-letniego Fredericka Capina. Zginął od pojedynczego ciosu nożem w serce. Ponadto policja ustaliła, że morderca przeciągnął jego ciało – z sobie tylko znanych powodów – o 25 stóp od miejsca ataku. Identyfikacja Capina była bardzo łatwa, gdyż był on członkiem amerykańskiej marynarki wojennej, w której pracował w sektorze medycznym. Nikt z jego najbliższych współpracowników nie miał pojęcia, iż był on homoseksualistą.

Ostatnią a jednocześnie najstarszą znaną ofiarą Doodlera był 66-letni Harald Gullberg, którego ciało znaleziono na polu golfowym. Został zamordowany dwa tygodnie wcześniej. Oficjalnie uważa się, że przestępca uśmiercił 14 osób, ale liczby jego ofiar tak naprawdę nie da się ustalić. Niektórzy twierdzą, iż mógł zabić ponad 20 mężczyzn. Nikt też nie wie po dzień dzisiejszy, dlaczego Doodler pod koniec lata 1975 roku zakończył swoją działalność.

Szkic sprawcy

W grudniu 1975 roku policja opublikowała pierwszy szkic domniemanego mordercy. Miał to być wysoki, szczupły, czarnoskóry mężczyzna w wieku mniej więcej 20 lat, który zwykle miał na głowie niebieską czapkę. Podejrzewano, że człowiek ten był dość inteligentny i wywodził się z klas średnich. Mógł być studentem jakiejś szkoły artystycznej i cierpieć z powodu zaburzeń na tle seksualnym. Policjanci rozmawiali wielokrotnie z kilkoma potencjalnymi świadkami, ale każdy z nich odmawiał składania zeznań w obawie przed konsekwencjami. Dziś wiadomo, że świadkami tymi były w sumie trzy osoby. Chodziło między innymi o europejskiego dyplomatę, który w maju 1975 roku miał się rzekomo spotkać z mordercą w restauracji, krótko przed północą. Stamtąd udał się z czarnoskórym mężczyzną do swojego mieszkania, gdzie został zaatakowany nożem. Jednak atak ten przeżył, tyle że potem odmówił składania zeznań, stwierdzając jedynie, że nie miał z napastnikiem żadnych związków seksualnych.

Drugim świadkiem była rzekomo jakaś „powszechnie znana osoba”. Tożsamość tego człowieka pozostaje jedną z największych zagadek całej tej sprawy. Oficjalnie nikt do dziś niczego nie potwierdził, ale istnieją podejrzenia, iż był to albo słynny aktor Rock Hudson, albo też Richard Chamberlain, znany wszystkim z telewizyjnego serialu Dr. Kildare. Hudson już dawno nie żyje, natomiast agenci Chamberlaina odmawiają systematycznie składania jakichkolwiek wyjaśnień.

morderstwo 2SF fot PixabayWszystkie ofiary
Black Doodlera wywodziły się
ze środowiska gejowskiego
(fot. Pixabay)
Początkowo głównym podejrzanym był człowiek aresztowany w barze Tenderloin. Miał przy sobie aktówkę ze szkicami i był uzbrojony w nóż. Ponadto jego rysopis był w miarę zgodny z policyjnym wizerunkiem. Okazało się jednak po wielu przesłuchaniach, iż nie mógł on być Doodlerem. W lipcu 1977 roku policja w San Francisco przyznała, iż przesłuchuje kilku podejrzanych, z których jeden miał być „człowiekiem szczególnego zainteresowania”. Mężczyzna ten chętnie opowiadał rzekomo o swoich wyczynach, ale stanowczo zaprzeczał, by miał coś wspólnego z morderstwami. Śledczy ustalili nawet, że tablice rejestracyjne samochodu mordercy należały do przesłuchiwanego oraz że Doodler korzystał z porad psychiatry. Jednak wszczęcie jakiegokolwiek postępowania przeciw temu człowiekowi wymagało uzyskania zeznań od wspomnianej już trójki świadków, a to okazało się niemożliwe.

Prawie cztery lata po morderstwach dokonanych przez Doodlera do rady miejskiej San Francisco został wybrany Harvey Milk, człowiek, który otwarcie przyznawał się do swojego homoseksualizmu. Było to wtedy historyczne wydarzenie, choć niestety zakończyło się zastrzeleniem polityka 10 miesięcy po jego zaprzysiężeniu. Zanim do tego doszło, pytano Milka wielokrotnie, co sądzi o tym, iż świadkowie w sprawie Doodlera odmawiają składania zeznań. Harvey zawsze odpowiadał, iż wolałby, żeby zeznawali, ale jednocześnie dodawał, iż doskonale rozumie ich sytuację.

Po roku 1978 sprawa Doodlera praktycznie przestała istnieć. Nikt więcej się nią nie interesował, a śledztwo w zasadzie ustało. Jest to pod wieloma względami bardzo dziwne. Na przykład, policja nigdy nie ujawniła szkiców, które morderca robił swoim ofiarom. Nigdy też nie podano do publicznej wiadomości tożsamości człowieka, który – zdaniem śledczych – niemal na pewno był sprawcą mordów, ale którego nie można było postawić w stan oskarżenia. Wreszcie nigdy też nie ujawniono, kim była owa powszechnie znana osoba, która miała być jednym z kluczowych świadków w sprawie.

Całkiem możliwe jest to, że sprawca morderstw nadal żyje i być może znajduje się w tej samej okolicy. 77-letni Jerry Pritikin, który mieszka w dzielnicy Castro od 1964 roku i który jest homoseksualistą, powiedział dziennikarzom przed kilkoma laty, iż cechą charakterystyczną ówczesnego życia w gronie gejów było to, że wszyscy znali się wyłącznie z imienia i nikt nie wiedział tak naprawdę, z kim miał do czynienia. Ponadto na początku lat 70. do San Francisco zaczęli zjeżdżać homoseksualiści z całej Ameryki i wielu innych krajów świata, którzy wspólnie tworzyli nieustannie zmieniającą się społeczność, pełną zupełnie anonimowych postaci.

Tajemnica serii morderstw w San Francisco na początku lat 70. drzemie gdzieś w archiwach tamtejszej policji. Mimo wysiłków wielu dziennikarzy, dotarcie do tych informacji jest na razie niemożliwe. Dopiero w roku 2025, po 50 latach od tych wydarzeń, archiwa staną się powszechnie dostępne. Jeśli Doodler rzeczywiście miał w roku 1975 ok. 20 lat, za osiem lat będzie miał ich 70, o ile oczywiście nadal żyje. Czy jest przygotowany na swoje nieuchronne zdemaskowanie? Tego na razie nikt nie wie.

Andrzej Malak