Szukaj
Polub nas!

felieton fot Pixabay(fot. Pixabay)Wszawy dzień

Gdy dziatwa po wakacjach wraca do szkoły, zawsze tu i ówdzie pojawia się problem, który rodziców wpędza w stan panicznego przerażenia. Pociecha może mianowicie wrócić do domu z notatką od nauczyciela, z której wynika, że na głowie tejże latorośli zauważono wszy. Wieść ta wywołuje w domu prawdziwy alarm, a rodzice pędzą do apteki po różne chemikalia, które mają pasożyty skutecznie poddać wszobójstwu. Na szczęście dostępne obecnie środki w miarę szybko radzą sobie z inwazją tych odrażających insektów.

W gruncie rzeczy wesz ludzka nie jest aż tak groźna, jakby się mogło wydawać. Amerykańska Academy of Pediatrics uważa nawet, iż zakażone wszawicą dzieci nie muszą być izolowane w domu i mogą chodzić do szkoły. Jednak faktem jest to, że kiedyś wesz była nosicielką groźnych chorób, np. tyfusu, ale może to i dobrze, gdyż na podstawie badań tych pasożytów polski biolog austriackiego pochodzenia, Rudolf Weigl, wynalazł pierwszą na świecie skuteczną szczepionkę przeciw tyfusowi. Innymi słowy, wszy do czegoś się nam w przeszłości przydały.

Przez wiele lat dominowało przekonanie, iż występowanie wszy u dzieci wkrótce po wakacjach wiąże się z powrotem do szkolnych ław, co niesie ze sobą wzmożone kontakty z rówieśnikami. Jednak ostatnio badacze wskazują coraz częściej na innego winowajcę – Halloween. W październiku jak Ameryka długa i szeroka rozpoczyna się proces doboru odpowiednich kostiumów halloweenowych. Czasami są to przebrania robione własnym sumptem w domu, ale często kostiumy są przymierzane i kupowane w sklepach. No i właśnie o to przymierzanie chodzi. Maskarada październikowa bardzo często polega na oblekaniu młodych łbów w rozmaite maski i peruki. Jeśli maska lub inne nakrycie głowy przymierzane jest dziennie przez sto osób, całkiem możliwe jest to, iż jeden z potencjalnych nabywców ma na głowie nielegalnych, pasożytniczych imigrantów, którzy tylko czekają na stosowną okazję, by przedostać się na nowe połacie ludzkiej skóry, tym bardziej że żadnego granicznego muru nie ma.

Cherie Sexton, pielęgniarka w mieście Oregon w stanie Ohio, twierdzi, że w tygodniach poprzedzających Halloween zgłasza się do niej rekordowa liczba rodziców z zawszonymi – za przeproszeniem – dziećmi. Ludzie ci zwykle nie zdają sobie sprawy z tego, iż przeciętna przymierzalnia peruk może być podobna do wszawej metropolii. Sexton radzi stosowanie dość radykalnych środków ostrożności, ale przyznaje, iż tylko nieliczni do rad tych się stosują. Jej zdaniem przed przymierzeniem jakiejkolwiek peruki należy założyć na głowę czepek kąpielowy. Następnie zakup dokonany w sklepie z przebraniami powinien leżeć przez 48 godzin w szczelnie zamkniętej torbie, tak by się nędzne wszy mogły spokojnie udusić. Jeśli zaś strój halloweenowy jest odporny na suszenie w suszarce, można go do niej wrzucić na 45 minut i też sprawa załatwiona.

Lekarze twierdzą, że najlepiej jest unikać nakryć głowy (masek, czapek, peruk, beretów, itd.), bo wszy najchętniej drzemią właśnie w takich przedmiotach, czekając cierpliwie na frajerów. Tymczasem frajerów pod koniec października nigdy nie brakuje, gdyż z okazji Halloween liczni teoretycznie normalni ludzie dostają okresowego bzika i zachowują się tak, jakby im nagle wypadła gdzieś na podłogę piąta klepka. Podczas gdy dzieci nękane przez nagłowne pasożyty chodzą po sąsiedztwie i zbierają cukierki, ich rodzice często gromadzą się na imprezach zwanych Halloween parties, w ramach których dorośli ludzie zachowują się jak zdziczałe małolaty. Ponieważ zwyczaj jest taki, że oni również zakładają na te przyjęcia stosowne kostiumy, okolicznościowe zawszenie jest jak najbardziej możliwe, tyle że uczestnicy imprez rzadko się tym przejmują, gdyż większą uwagę poświęcają samym kostiumom i prześcigają się w wymyślaniu rzeczy dziwacznych, szokujących lub obraźliwych.

W całym tym szaleństwie jest jednak metoda. Wszy można uniknąć zarówno w przypadku pędraków, jak i dorosłych przez zamawianie kostiumów online. Przychodzą wtedy w zalakowanej fabrycznie torbie i niemal pewne jest, że nikt ich przedtem nie przymierzał, być może poza jakimś manekinem w chińskiej fabryce, a zatem pasożytniczego niebezpieczeństwa nie ma. Jest też dodatkowy plus – w Sieci można prawie anonimowo zamawiać kostiumy, których przymierzanie i kupowanie w sklepie mogłoby być nieco ambarasujące.

Podobno jednym z przebojów tegorocznego sezonu jest kostium o adekwatnej nazwie „Happy Poop”, który upodabnia każdego noszącego do niezwykle szczęśliwego, dużego ekskrementu (na szczęście bez odpowiednich dla tego rodzaju przedmiotów cech olfaktorycznych). Innym popularnym przebraniem jest rzekomo strój pilota do telewizora. Dzięki takiemu kostiumowi wszyscy będą chcieli nam naciskać na przyjęciu guziki, choć z drugiej strony, jak na TV remote przystało, możemy się gdzieś zgubić w fałdach kanapy i wszyscy będą nas szukać.

Wśród masek sporą popularnością cieszy się propozycja zwana Crying Baby, dzięki której każdy może zmienić się w bachora wrzeszczącego nieustannie w samolocie na trasie Chicago-Warszawa. Natomiast jeśli chodzi o pomysły nowatorskie, w tym roku ludzie masowo kupują stroje w stylu piggyback, czyli takie, dzięki którym na czymś lub na kimś się pozornie jeździ. Nie muszę dodawać, że w tej kategorii króluje jeżdżenie na obecnym lokatorze Białego Domu, choć można też udawać jazdę na ośle, znanych aktorach, dinozaurach, politykach, Miss Piggy, Kim Dżong Unie, itd.

A swoją drogą zastanawiam się, czy wszy na okoliczność Halloween również się w coś przebierają. W końcu też się im coś od życia należy.

Andrzej Heyduk