Szukaj
Polub nas!

felieton fot Pixabay(fot. Pixabay)Maszyny do zabijania

Wojna towarzyszy ludzkiej cywilizacji od zawsze. Trudno sobie wyobrazić naszą historię na tej planecie bez ustawicznych, często krwawych i niszczycielskich naparzanek, które wielokrotnie nie przynoszą konkretnych rezultatów. Całkowita eliminacja zbrojnych konfliktów wydaje się zupełnie niemożliwa, co świadczy niestety o naszej cywilizacyjnej głupocie. Jednak na horyzoncie pojawiła się wizja rozwiązania tego problemu. Wojny nadal będą, ale siły zbrojne składać się będą wyłącznie z morderczych robotów i wspomagających ich z powietrza dronów.

Załóżmy przez chwilę, że za jakieś pół wieku następca obecnego pączkowatego satrapy w Korei Północnej zechce wypowiedzieć wojnę Ameryce i zaatakować Kalifornię (bo do niej, prócz Hawajów, ma najbliżej). W celu rozpoczęcia działań wojennych nie będzie musiał prowadzić jakichś kretyńskich testów z pociskami rakietowymi ani też bawić się nuklearnymi bombkami. Zamiast tego rodzaju poczynań załaduje tysiące robotów na pokład zdalnie sterowanych, całkowicie skomputeryzowanych okrętów, które wyśle w kierunku Golden Gate Bridge. W odpowiedzi elektroniczna wersja U.S. Army, pod dowództwem kompletnie scalonego generała Wielkiego Tranzystora, stawi mężnie czoła najeźdźcy. Dojdzie tym samym do bitwy między dwiema grupami dobrze uzbrojonych robotów, których celem będzie zredukowanie przeciwnika do sterty elektronicznego złomu.

Wojna taka ma oczywiste zalety. Po pierwsze, nie giną w niej ludzie, a po drugie zaangażowane w nią kraje mogą żyć w miarę normalnie, tylko czasami zwracając uwagę na najnowsze doniesienia z bitewnego pola. Ba, wiara mogłaby nawet ze wspomnianego kalifornijskiego mostu oglądać bitwę niczym film science-fiction, kibicując oczywiście amerykańskiej stronie i zagrzewając ją do boju. A zaraz potem cichy wieczór w domu, z dala od rzezi napuszonych elektronów. A gdy amerykańskie roboty rozwalą w końcu w pył koreańskich napastników, generał Wielki Tranzystor zamelduje prezydentowi, być może nadal człowiekowi z krwi i kości, o wielkim zwycięstwie. No i będzie po wszystkim. Nasz przywódca, zgodnie z męskimi zwyczajami, będzie mógł od tego momentu chełpić się na arenie międzynarodowej sloganem „mój tranzystor jest większy od waszego”.

Jeśli ktoś myśli, że to wszystko fikcja, myli się. Okazuje się, iż takie kraje jak Chiny, Izrael, Korea Południowa, Rosja i oczywiście USA inwestują wielkie pieniądze w projektowanie „robotów wojennych”, czyli w pełni autonomicznych maszyn do skutecznego zabijania. Z czysto technologicznego punktu widzenia jest to wizja coraz bardziej realna. Zresztą już dziś bezzałogowe drony o niezwykłej sile rażenia używane są przez Pentagon w różnych zakątkach świata. Jednak nowa generacja tego rodzaju urządzeń ma być zupełnie inna pod jednym względem – roboty te mają się same sterować i same podejmować decyzje o celach ataku. Innymi słowy, decyzje o życiu i śmierci nie będą podejmowane przez ludzkich kontrolerów, siedzących gdzieś na pustyni w Arizonie, lecz przez „sztuczną inteligencję” zautomatyzowanego żołnierza na silikonowych prochach.

Wszystko to bardzo niepokoi wielu ludzi. Na forum ONZ miało się niedawno odbyć posiedzenie grupy ekspertów, którzy chcieli obgadać potencjalne zagrożenie ze strony killer robots. Jednak spotkanie to zostało w ostatniej chwili odwołane, co wywołało niemal paniczną reakcję ze strony Elona Muska (tego od Tesli i SpaceX), który wraz z kilkoma kolegami wydał oświadczenie ostrzegające ludzkość przed zupełnie nowym niebezpieczeństwem. Jego zdaniem autonomiczne maszyny do zabijania będą miały takie samo znaczenie w historii ludzkiej wojowniczości jak wynalezienie prochu oraz broni nuklearnej. Upatruje on w tym wszystkim egzystencjalne zagrożenie dla ludzkości i zamach na podstawową moralność, bo jeśli zabijanie przestanie wynikać z ludzkiej woli, a stanie się tylko komputerowym algorytmem, niemal wszystko staje się możliwe.

Niektórzy przejmują się tym wszystkim na tyle, że proponują jak najszybsze wprowadzenie globalnego zakazu produkcji i używania „autonomicznych robotów militarnych”. Szanse na sukces mają nikłe. Mieliśmy przecież globalnie zakazać broni atomowej i nic z tego nie wyszło. Trzeba też wspomnieć, że przez pierwszą połowę XX wieku Ameryka zakazywała używania łodzi podwodnych do działań militarnych. W 24 godziny po ataku na Pearl Harbor zakaz ten przestał istnieć. Postęp techniczny ma to do siebie, że jeśli już coś zostanie wynalezione, prędzej czy później będzie zastosowane, niezależnie od protestów i zakazów. Dokładnie to samo dotyczy różnych, mniej lub bardziej kontrowersyjnych, eksperymentów genetycznych.

Z natury rzeczy zawsze staram się znaleźć w dowolnych pesymistycznych doniesieniach choćby szczątkowy promyk nadziei. W przypadku robotów-siepaczy mam dwie proste sugestie. Po pierwsze, gdyby świat jakoś się dogadał i uznał, że armie elektronicznego żelastwa mogą wprawdzie działać, ale wyłącznie przeciw samym sobie, a nie przeciw ludziom, nagle wojny toczone w dowolnym zakątku globu stałyby się mniej groźne i krwawe. Po drugie, gdyby tak pokątnie wyposażyć wszystkie killer robots w system operacyjny Windows, prędzej czy później wojownicy „zawieszą się” i będą musieli pośpiesznie zawrzeć rozejm na kilka lat, by poszukać i wyeliminować błędy w oprogramowaniu.

W związku z tym wszystkim mam teraz nowy, niespodziewany problem. Czasami siedzę przed moim komputerem, który nie ma ani rąk, ani nóg, i zastanawiam się: „Kiedy on się na mnie rzuci i mnie udusi?”. Maszyna na razie milczy, ale ja o jej wrednych knowaniach swoje wiem.

Andrzej Heyduk