Szukaj
Polub nas!

william shakespeare fot PixabayShakespeare, Shakespear,
Shakspeare, Shakspere,
Shaksper, Shackspeare
czy może Shagspere? (fot. Pixabay)
Kłótnia o „e”

Współczesna Ameryka jest krajem mocno skłóconym, szczególnie w sensie politycznym i moralnym. Wystarczy przyjrzeć się pracy Kongresu, co jest o tyle łatwe, że od lat nic się tam nie dzieje w wyniku totalnej polaryzacji i paraliżu ustawodawczego. Zresztą nie trzeba nawet jechać do Waszyngtonu, by się przekonać, że coś jest nie tak. Ludzie mają coraz większe problemy z prowadzeniem normalnych rozmów z bliźnimi. Często z okazji spędów rodzinnych słyszy się przestrogi, by nie poruszać pewnych tematów i nie wymieniać po nazwisku konkretnych polityków, tak by biesiadnicy nie zaczęli w siebie rzucać kotletami lub słownym mięsem.

Dla kombatantów PRL-u zjawisko to nie jest niczym nowym. Po powstaniu Solidarności w sierpniu 1980 roku wiele rodzin znalazło się po przeciwnych stronach barykady. Doszło tym samym do niemożliwego do zniwelowania podziału światopoglądowego, w wyniku którego wszelka rozmowa z wujkiem Zdzichem lub babcią Krysią stała się niezwykle niebezpieczna. Dziś w Ameryce jest podobnie, a być może jeszcze groźniej. Z różnych, dawno zapomnianych zakamarków politycznego obłędu powyłaziły rozmaite maszkary, o których istnieniu jeszcze do niedawna nikt nie wiedział. Efekt jest taki, że Amerykanie kłócą się codziennie i coraz gwałtowniej, a słowo „kompromis” stało się niemal przekleństwem.

Ja sam zawsze preferowałem spory nieco mniej poważne, takie na przykład jak dyskusje o wyższości świąt Wielkanocy nad świętami Bożego Narodzenia. Na szczęście w USA nadal istnieją ludzie, którzy posiadają takie właśnie upodobania. Jak zwykle, zawsze można liczyć na studentów. W Los Angeles właśnie rozgorzał ostry spór, ale pewne jest to, że w jego wyniku nikt nie będzie nikogo pałował na ulicach, nikt nie zostanie poturbowany ani też nikt nie zginie. Ba, całkiem możliwe jest, iż konflikt zostanie zażegnany na drodze pokojowej, w atmosferze obopólnego zrozumienia. Zresztą w zasadzie już został zażegnany.

Zanim wyjaśnię, o co w tym sporze chodziło, muszę wspomnieć o tym, iż w Los Angeles istnieją dwie uczelnie wyższe, które od lat wzajemnie się nie znoszą, a raczej ostro ze sobą rywalizują, nie tylko w sensie akademickim, ale również sportowym. Do rękoczynów na szczęście nigdy nie dochodzi, co jak na Amerykę jest wielkim osiągnięciem. Chodzi o University of Southern California (USC) i University of California Los Angeles (UCLA), które ścierają się ze sobą na różnych frontach, choć do wojny fizycznej dochodzi wyłącznie w czasie meczów futbolowych.

W tej pierwszej uczelni oddano ostatnio do użytku nowy kompleks budynków, zwany USC Village, którego zbudowanie kosztowało 700 milionów dolarów. W samym środku tego kompleksu ustawiony został postument, na którym stanęła odlana z brązu postać Hekuby, żony starożytnego króla Priama. Cokół pomnika został ozdobiony cytatem z Hamleta Williama Szekspira. No i o tym miejscu Niemcy powiedzieliby Hier ist der Hund begraben. Cytat podpisany został: „Shakespear’s Hamlet”, co u przeciętnego śmiertelnika nie wzbudziłoby żadnych podejrzeń o ortograficzną gafę. Jednakowoż wiara akademicka jest bardzo czujna. Niemal natychmiast w łonie konkurencyjnego uniwersytetu UCLA pojawiły się drwiny z tego, że 700-milionowa inwestycja została ozdobiona błędem ortograficznym, gdyż angielski dramatopisarz nazywał się Shakespeare, a nie Shakespear.

Między uczelniami wywiązała się „dyskusja”, czyli doszło do ostrej naparzanki na temat biednego Szekspira. Jest to o tyle dziwne, że niektórzy naukowcy twierdzą, iż człowiek ten w ogóle nie istniał, a przypisywane mu sztuki zostały napisane przez kilku innych elżbietańskich wieszczów. Tak czy inaczej, ostatecznie władze USC zabrały głos i stwierdziły, że końcowe „e” w nazwisku dramatopisarza zostało pominięte celowo, by w ten sposób podkreślić antyczność całego pomnika. Rektor C.L. Max Nikias dodał, iż cokół pomnika „reprezentuje trojańskie kobiety, które dzielą z królową Troi i naszą uczelnią ten sam majestatyczny duch”.

Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem, o co rektorowi w tym wypadku chodziło, ale nie jest to specjalnie ważne. O wiele ważniejszy jest fakt, że lokalny akademicki spór w Los Angeles zainteresował świat nauki. Martin Butler, profesor literatury w University of Leeds, oświadczył, że szkoła USC ma rację, gdyż nazwisko Szekspira zawsze posiadało bardzo wiele wariantów, a ponieważ o jego własne preferencje nie sposób już zapytać, niemal wszystkie pisownie są dozwolone, takie np. jak Shakspeare, Shakspere, Shaksper, Shackspeare, a nawet Shagspere. A zresztą, jakie to ma znaczenie, jeśli być może facet w ogóle nie istniał?

Wypowiedź brytyjskiego naukowca konflikt między uczelniami w Los Angeles mocno wyciszyła. W każdym razie cokołu w USC Village nikt nie ma zamiaru poprawiać, czyli wszystko zostanie tak jak jest. I teraz powstaje istotne pytanie – dlaczego wszystkich sporów w USA nie można zredukować do jakiejś w miarę uprzejmej kłótni z dziedzinie filozofii, literaturoznawstwa lub zwykłej ortografii? Po co te wszystkie animozje dotyczące tak błahych spraw jak rasizm, aborcja, opieka zdrowotna czy faszyzm? Czy nie lepiej i bezpiecznej zająć się czymś znacznie ważniejszym, np. prawidłową pisownią niemieckiego nazwiska Trumpa (Drumpf)?

W imię pojednania i zgody jestem nawet w stanie się poświęcić i nazywać się przez jakiś czas Chajduk lub Hajdak, ot tak, dla sprowokowania dyskusji. Natomiast zdecydowanie nie zgadzam się na zmianę pierwszego „a” na „u”.

Andrzej Heyduk