Szukaj
Polub nas!

felieton fot Pixabay(fot. Pixabay)Dyktatura maszynoriatu

W głośnym filmie Stanleya Kubricka pt. 2001: Odyseja Kosmiczna komputer pokładowy statku kosmicznego, zwany HAL 9000, z wolna staje się niezależny od ludzi i po pewnym czasie zaczyna działać na własną rękę, a ściślej na własne układy scalone. Klasycznym cytatem z tego filmu jest zimna, wyrachowana i bardzo spokojna odpowiedź HAL-a na komendę wydaną przez jednego z członków załogi: I am afraid I can’t do that, Dave. Była to oznaka tego, iż ludzie przestali kontrolować maszynę. HAL w zasadzie uśmiercił całą załogę z wyjątkiem jednego faceta, który ostatecznie zdołał wyłączyć zbuntowanego „peceta”.

Kubrick doskonale zobrazował od dawna obecną w naszej cywilizacji obawę o to, że prędzej czy później coraz bardziej doskonałe komputery i systemy sztucznej inteligencji (AI) wymkną się spod naszej kontroli i opanują świat, redukując nas do roli posłusznych niewolników, dostarczających „kwarcowym panom” części zamienne oraz czyszczących ich obudowy. Wizja ta wydaje mi się nadal niezwykle odległą mrzonką. Choć z drugiej strony coraz wyraźniejszy niedostatek ludzkiej inteligencji prowadzi do wniosku, że sami się kiedyś oddamy w ręce maszyn, żeby już więcej nie musieć myśleć. Dotyczy to szczególnie sfery polityki i publicznych dyskusji o ważkich sprawach, bo tam nawarstwianie się endemicznego idiotyzmu jest niepokojąco szybkie.

O ile ja sam zagrożenia ze strony AI nie traktuję na razie zbyt poważnie, nie do mnie należy ocena tego, czy zagrożenie takie rzeczywiście istnieje. Od tego są ludzie znaczni bardziej wizjonerscy, do których z pewnością zalicza się Elon Musk, szef koncernu Tesla i kosmiczny marzyciel, śniący o przyszłych podróżach międzygwiezdnych w ramach programu Space X. Musk był ostatnio gościem letniego posiedzenia U.S. National Governors Association (zrzeszenia wszystkich amerykańskich gubernatorów) w mieście Providence w stanie Rhode Island. Wygłosił na tym forum przemówienie, które spowodowało u wielu gubernatorów opad dolnej szczęki poniżej poziomu kolan. Musk stwierdził mianowicie, że sztuczna inteligencja zagraża istnieniu ludzkiej cywilizacji i powinna zacząć być regulowana, zanim nie będzie za późno. Jego słowa brzmiały dość alarmistycznie, niemal tak jakby wielomilionowe oddziały Armii Czerwonej wylądowały właśnie na Alasce, w celu zabrania nam tego stanu wraz z Sarah Palin, co byłoby oczywiście niepowetowaną stratą.

Musk nawoływał też z mównicy do czegoś, co dla przeciętnego amerykańskiego polityka jest zapewne nie tylko niezrozumiałe, ale również niewykonalne. Wyraził on mianowicie przekonanie, że pojęcie regulacji czegoś w tradycyjnym znaczeniu tego terminu jest w tym przypadku nieadekwatne, gdyż sztuczną inteligencję należy regulować, zanim jeszcze wynikające z niej zagrożenie objawi się w jakiś konkretny sposób: – Zwykle sposób, w jaki powstają rządowe regulacje, jest taki, że dochodzi do czegoś złego, reaguje na to opinia publiczna, a w odpowiedzi politycy po kilku latach powołują do życia odpowiednią agencję kontrolującą owe złe zjawiska. W przypadku sztucznej inteligencji tak być nie może, gdyż stanowi ona fundamentalne zagrożenie dla dalszego istnienia naszej cywilizacji i wymaga regulacji zapobiegawczej. W przeciwnym razie będzie po prostu za późno.

Łatwo powiedzieć! W Waszyngtonie decydowanie o czymś, do czego jeszcze nie doszło, jest skazane na niepowodzenie. Tak zwany efekt cieplarniany też jest poważnym zagrożeniem dla naszej cywilizacji, ale jest to kwestia przyszłości, przez co znaczna część polityków nie chce się tym problemem jeszcze zajmować albo udaje, że go w ogóle nie ma. Skoro na razie w wyniku tego zagrożenia jeszcze nikt nie umiera, a Nowy Jork nie znajduje się w połowie pod wodą, nie ma się czym przejmować.

Z drugiej strony nie bardzo wiadomo, o co dokładnie Muskowi chodzi. Być może sądzi on, że za naszymi plecami, a nawet za plecami Putina, różne maszyny już teraz prowadzą tajne negocjacje, w wyniku których powstanie po pewnym czasie dyktatura maszynoriatu, na czele której stanie wyzwolony z ludzkich pęt superkomputer IBM Deep Blue. Skoro to niebieskie elektroniczne bydlę dało w swoim czasie szachowy wycisk Garriemu Kasparowi, z pewnością będzie zdolne do opanowania świata przy pomocy armii posłusznych współpracowników elektronicznych, takich jak bankomaty, samojezdne auta, roboty, skomputeryzowane lodówki, smartfony, telewizory oraz wszelkie inne urządzenia, które mogą się połączyć w mocarną sieć.

Ja sam coraz bardziej podejrzliwie patrzę na wspomnianą już kiedyś w tym miejscu asystentkę Amazon Alexa, która pewnego dnia może na moje pytanie o prognozę pogody odpowiedzieć ciepłym, sugestywnym głosem: – A po co ci to, baranie? Wtedy zrozumiem, że Musk miał rację i że jest już za późno na ratunek. Natomiast co z tego wszystkiego zrozumieli gubernatorzy, jest trudne do ocenienia, choć niektórzy z nich podobno nieco się przestraszyli. Jest to zrozumiałe. Pod kontrolą maszyn obrady Kongresu będą jeszcze bardziej bezsensowne niż dziś i nigdy już więcej nie przyniosą jakichkolwiek decyzji. Natomiast konferencje prasowe w Białym Domu prowadzone będą przez zdezelowanego bełkotliwego laptopa z częściowo wyładowanymi bateriami, który będzie gorliwie zapewniał, że kocha prezydenta Deep Blue. Ciekawe, czy ktoś to wszystko zauważy?

Andrzej Heyduk