Szukaj
Polub nas!

delieton fot Pixabay(fot. Pixabay)Twitterowe realia

Jeszcze nie tak dawno temu niektórzy mniejsi lub więksi dyktatorzy uprawiali politykę za pośrednictwem niekończących się przemówień. Nikita Chruszczow potrafił nie tylko ględzić godzinami na forum ONZ, ale dodatkowo walić butem w piedestał, dla podkreślenia wagi swoich argumentów. Mniej więcej w tym samym czasie Fidel Castro wyspecjalizował się w wygłaszaniu 4-godzinnych telewizyjnych orędzi do zupełnie zobojętniałego narodu. Po nim pałeczkę przejął wieloletni przywódca Wenezueli, Hugo Chavez, który czasami tak długo przemawiał, iż wydawało się, że może sam w każdej chwili zasnąć. Niektórzy twierdzą, iż nadal przemawia, tyle tylko że już go nikt nie słyszy.

Czasy te należą do przeszłości. Polityka obecnej administracji USA uprawiana jest na forum serwisu Twitter, a zatem wszystko trzeba zawierać w przesłaniach składających się z nie więcej niż 140 znaków. W ten sposób takie sprawy jak pokój na Bliskim Wschodzie, ingerencja Rosji w amerykańskie wybory czy też kwestie imigracji zredukowane zostały skutecznie do krótkich sloganów bez większego znaczenia i sensu. A jeśli już ktoś chce wygłosić jakiś obszerniejszy komentarz, musi go dzielić na 140-znakowe segmenty, co w zasadzie z każdej myśli, nawet sensownej, robi bełkotliwą kaszankę.

Ostatnio jednak Twitter został zastosowany do dość niezwykłego przedsięwzięcia. Radio NPR od 29 lat pielęgnuje tradycję czytania na antenie w dniu 4 lipca całej Deklaracji Niepodległości z 1776 roku, czyli dokumentu definiującego powstanie amerykańskiego państwa. Nie jest to zadanie specjalnie trudne, jako że Deklaracja to dokument stosunkowo krótki. Jednakowoż tym razem prócz czytania radiowcy zdecydowali się na rozesłanie tego samego tekstu historycznego przez Twittera, co oczywiście wymagało podzielenia go na 113 części, składających się ze 140 znaków każda.

Efekt był, delikatnie mówiąc, zaskakujący. Niektórzy użytkownicy Twittera zaczęli sugerować, iż stacja NPR została zhakowana przez jakichś podłych facetów rozsyłających niebezpieczny spam. Inni doszli do wniosku, że mają do czynienia ze skrytym wezwaniem do rewolucji przeciw obecnemu rządowi. Szczególnie mocno zareagowali na słowa krytyki „ojców Ameryki” pod adresem brytyjskiego króla Jerzego III, który „stanął na drodze do sprawiedliwości przez odmowę akceptowania praw ustanawiających sądownictwo – jest to władca, którego charakter i czyny mogą definiować tyrana, który nie nadaje się do rządzenia wolnymi ludźmi”.

Liczni twitterowcy doszli nagle do wniosku, że słowa te dotyczą Donalda Trumpa i jego obecnej administracji, co jest niepokojące z wielu powodów. Po pierwsze, świadczy o tym, iż liczni Amerykanie w ogóle nie znają Deklaracji Niepodległości, a jej tekst identyfikują z dzisiejszymi połajankami politycznymi. Jeden z użytkowników serwisu napisał: „Tylko umiecie uprawiać propagandę. A może by tak poprzeć człowieka, który stara się wyeliminować niesprawiedliwość?”. I teraz nie wiem, czy chodziło mu o Franklina i Waszyngtona, czy też o Trumpa. On sam zaraz potem usunął swoje konto z Twittera, co jest zrozumiałe, gdyż musi pilnie poszukać jakiegoś rzetelnego podręcznika amerykańskiej historii.

Po drugie, jeśli krytyka pod adresem brytyjskiego monarchy w roli tyrana kojarzona jest przez niektórych automatycznie z osobą obecnego lokatora Białego Domu, to coś tu jest nie tak. Okazuje się, że historia nagle bardzo zręcznie przystaje do teraźniejszości, co wcale nie jest w tym przypadku zjawiskiem pozytywnym, gdyż sugeruje pośrednio, że potrzebna nam jest zupełnie nowa Deklaracja Niepodległości. Stara się nie nadaje, gdyż zawiera przestarzałe nazwiska.

W tych warunkach należy się zapewne cieszyć, iż NPR nie prowadzi szerszej kampanii nadawania w twitterowych kawałkach innych ważkich historycznie tekstów, ponieważ skutki byłyby trudne do przewidzenia. Na liście 10 największych „przebojów amerykańskiej historii” znajdują się takie oto pozycje: Deklaracja Niepodległości, Konstytucja Stanów Zjednoczonych, pierwsza poprawka do konstytucji, umowa zakupu terytorium Luizjany, Proklamacja Emancypacji, 19. poprawka do konstytucji, 13. poprawka do konstytucji, przemówienie Lincolna w Gettysburgu, Ustawa o Równouprawnieniu Społecznym (Civil Rights Act) i ustawa o ustanowieniu Social Security. W sumie jest to ładunek iście wybuchowy.

Co by się na przykład stało, gdyby nadano w sieci NPR ustawę o stworzeniu programu Social Security? Toż to akt iście rewolucyjny, dający ludziom zapomogi emerytalne, które sprzyjają pasożytnictwu i nieróbstwu. Kto wie, czy rozsierdzony naród, podejrzewający, że chodzi o jakąś nową, skrytą postać Obamacare, nie wyszedłby na ulice w celu pobicia winowajców? Z drugiej strony, trudno jest rozpowszechniać przez Twitter tekst, który liczy sobie ponad 100 stron. Natomiast nadanie w całości umowy o kupnie terytorium Luizjany mogłoby zaowocować podejrzeniami o jakiś nowy szwindel w wykonaniu rządu federalnego, knowającego coś z Francją i Macronem.

Przed bardzo wieloma laty czytanie w radiu przez Orsona Wellesa powieści Wojna światów H.G. Wellsa doprowadziło niektórych do paniki, gdyż doszli oni do wniosku, że słuchają właśnie doniesień o inwazji Marsjan na nasz glob. Dziś panikę budzą nawet 140-znakowe ochłapy historycznego tekstu, który z Marsjanami zapewne nie ma nic wspólnego, ale który traktowany jest jak wezwanie od rewolty. Paradoksalne jest to, że wtedy, w roku 1776, Deklaracja Niepodległości rzeczywiście była do pewnego stopnia początkiem rewolucji. Wydawać by się mogło, że dziś te same słowa powinny mieć zupełnie inne znaczenie.

Andrzej Heyduk