Szukaj
Polub nas!

felieton fot Andy Rain EPAStanowiska self checkout popularne są
na całym świecie (fot. Andy Rain/EPA)
Ekspres do gruszek

Gdy pewnego dnia po raz pierwszy zobaczyłem maszyny, przy pomocy których ludzie w supermarketach mogą sami skanować swoje towary, a potem za nie płacić, od razu zrodziło się we mnie podejrzenie, iż prędzej czy później ta innowacja stanie się narzędziem rozmaitych oszustw. Nie myliłem się. W tym roku pojawiły się doniesienia o niezwykłej popularności fasolki w niektórych australijskich sklepach. Jeden facet kupił w czasie wizyty w supermarkecie 4 kilogramy tego warzywa, tyle że tak naprawdę miał w koszyku wiele innych, znacznie droższych towarów, z których wszystkie „udawały” fasolkę przy skanowaniu.

Oszukiwanie sklepów jest tak proste, że – jak twierdzą specjaliści – skłania to nawet ludzi zwykle uczciwych do kradzieży. W przypadku australijskiego miłośnika fasoli istotnie kupił on niewielką torebkę tego produktu, a następnie przed skanowaniem pozostałych zakupów wprowadzał zawsze do maszyny ten sam kod PLU (Product Lookup Code), który niemal na całym świecie jest ten sam: 4066. W ten sposób ważył na wadze kolejne partie fasoli po 99 centów za pół kilograma, tyle że w rzeczywistości kładł tam różne drogie sery, kanapki, wędliny, itd. W sumie wyszło zatem 4 kilogramy fasoli za bardzo niską cenę. W jego konkretnym przypadku personel zorientował się, że coś jest nie tak, ale zwykle absolutnie nikt się nie interesuje tym kto, co i jak skanuje na stanowiskach samoobsługowych, czyli tzw. self checkout.

Wytrawni złodzieje oszukują w mniej oczywisty sposób, który jest praktycznie nie do wykrycia, chyba że obsługa patrzy komuś bezpośrednio na ręce. Załóżmy, że w jakimś supermarkecie sprzedawane są czereśnie zwykłe (kod 4045) oraz organiczne, które zazwyczaj są niemal dwa razy droższe. Wystarczy wpisać wspomniany kod do maszyny i zważyć towar, by owoce nagle „staniały”, gdyż przestają być organiczne. Zresztą czereśnie mogą też skutecznie udawać znacznie tańsze winogrona lub banany. Są nawet przypadki tego, że ludzie biorą z półek sprzęty domowe lub pamięć USB i ważą to jako jabłka lub ziemniaki.

Wiedziony moimi wrodzonymi skłonnościami do przestępczości, postanowiłem sam spróbować kradzieży na bardzo skromną skalę, by sprawdzić, jak łatwo jest oszwabić mój lokalny supermarket. Udałem się do Krogera za miedzą, gdzie do koszyka wrzuciłem w miarę normalny zestaw towarów. Wśród nich było pudełko krakersów w cenie 3 dolarów i 99 centów. Gdy przyszło do skanowania tego wszystkiego, od razu zauważyłem, że przy stanowiskach self checkout jest tylko jedna panienka, która zwykle rusza do akcji tylko w dwóch przypadkach. Po pierwsze, czasami klient nie ma pojęcia o tym, jak z maszyny korzystać, ponieważ z elektronicznego punktu widzenia ma trzy lewe ręce i jedną złamaną nogę. W tego rodzaju przypadkach potrzebna jest interwencja personelu, który zwykle wykonuje skanowanie za komputerowych nieudaczników, ponieważ rzeczonemu personelowi nie chce się niczego tłumaczyć. Po drugie, Kroger w stanie Indiana wymaga okazywania dowodu tożsamości przez wszystkich tych, którzy kupują napoje alkoholowe, nawet jeśli dotyczy to 90-letniego dziadka, docierającego do kasy przy pomocy chodzika. W związku z tym, co jakiś czas wspomniana panienka musiała podchodzić do klientów, by ich sprawdzać pod względem wieku.

Ja jednak żadnego alkoholu w koszyku nie miałem, w związku z czym zacząłem sobie moje towary beztrosko skanować, a gdy przyszło do krakersów, postanowiłem, że będą one w tym dniu bananami. Po wpisaniu odpowiedniego numeru i zważeniu pudełka, zamiast 3,99 wyszło tylko 87 centów. Żyć nie umierać! Jednak w wyniku tego, że gdzieś tam we mnie drzemią nadal jakieś szczątki uczciwości, zaalarmowałem natychmiast obsługę, której powiedziałem, że się pomyliłem. Mój celowo popełniony błąd został naprawiony i wszystko było OK.

Jednak mój eksperyment pokazuje też, iż okradanie sklepów za pośrednictwem mechanizmu self checkout nie tylko jest łatwe, ale również łatwe do usprawiedliwienia. Ktoś przyłapany na gorącym uczynku zawsze może twierdzić, iż się pomylił, bo jest nogą z technologii. W związku z tym wykrywalność tego rodzaju przypadków jest nikła, a karalność prawie żadna.

I tu pojawia się pewien istotny fakt. Wielkie sieci supermarketów zaczęły wprowadzać samoobsługowe kasy przede wszystkim dlatego, iż pozwala to im na redukcję personelu, co wiąże się z oczywistymi oszczędnościami. Okazuje się jednak, że są to oszczędności dość złudne. Jak wynika z badań przeprowadzonych w USA, Wielkiej Brytanii, Holandii i Belgii, wprowadzenie kas samoobsługowych do użytku spowodowało 122-procentowy wzrost przypadków kradzieży, co w zasadzie niweluje oszczędności wynikające z redukcji personelu. Wprawdzie skoro są to przestępstwa trudno wykrywalne, to nie wiem, jak oni to wszystko liczyli, ale to ich sprawa. Tak czy inaczej, niemal pewne jest, iż będzie potrzebna jakaś nowa technika utrudniająca życie złodziejom. Podobno koncern Amazon eksperymentuje z koszykami, które same wszystko podliczają natychmiast po wrzuceniu do nich towaru.

Ale to zapewne odległa przyszłość. Póki co, idę zaparzyć kawę w gruszkach. Pardon, mam oczywiście na myśli ekspres do kawy, który gruszkami był tylko przez bardzo ulotną chwilę, przy kasie.

Andrzej Heyduk