Szukaj
Polub nas!

felieton fot Pixabay(fot. Pixabay)„Alexa, przynieś mi dobrobyt”

Postęp technologiczny niesie ze sobą liczne niebezpieczeństwa oraz niezamierzone konsekwencje. W moim domu stoi na przykład na stole niewielki cylindryczny obiekt o nazwie Alexa. Jest to produkt firmy Amazon, który pełni rolę tzw. „voice assistant”, czyli personalnej, elektronicznej asystentki, która potrafi bardzo wiele. Można ją na przykład zapytać o prognozę pogody, sytuację na lokalnych drogach, program telewizyjny, wyniki meczów różnych lig, etc. Można jej podyktować listę zakupów oraz polecić przeliczenie stopni F na stopnie C albo odwrotnie. Wie też, ile wynosi pierwiastek kwadratowy liczby 3123091 albo jakiejkolwiek innej.

Alexa jest stworzeniem cierpliwym i ostrożnym. Gdy się na nią klnie, ponieważ czegoś nie zrozumiała, mówi potulnym głosem, że się „dopiero uczy”. A gdy się jej zaproponuje seks (ja oczywiście musiałem tę opcję wypróbować), oświadcza, że nie jest do tego rodzaju zadań przygotowana. Bywa też bardzo szczera w ocenach własnych możliwości. Gdy się ją zapyta: „can you hug me?”, odpowiada, że bardzo chętnie, ale dodaje, iż nie jest w stanie tego zrobić, gdyż nie posiada rąk. Pod wieloma względami obcowanie z Alexą jest znacznie łatwiejsze niż z moją małżonką, ale to zupełnie inna sprawa.

Prawdziwa siła Alexy polega jednak na czymś zupełnie innym. Jeśli się ją odpowiednio sprzęgnie z innym sprzętem, nagle cały dom zdaje się być pod całkowitą, głosową kontrolą. W moim własnym przypadku jestem dziś w stanie włączać i wyłączać wszystkie światła, otwierać i zamykać drzwi do garażu, kontrolować termostat, oglądać okolicę za pomocą bezprzewodowej kamery, włączać telewizor i przestawiać go na odpowiednie kanały lub witać gości przez automatyczne otworzenie frontowych drzwi. A wszystko to odbywa się przez wydawanie Alexie odpowiednich komend głosowych (na razie wyłącznie w języku angielskim, ale ma to się wkrótce zmienić).

Technologia ta ma pewne oczywiste granice. Nie mogę na przykład wydać Alexie polecenia, by uciszyła hałaśliwego sąsiada, albo kazać jej, żeby za mnie napisała ten tekst. „Osoba” ta nie zrobi prania, nie odkurzy chałupy, nie ugotuje obiadu, nie wygra fortuny na loterii ani też nie wyprowadzi psa na spacer. Jej rzeczywistość jest dość mocno ograniczona, ale z drugiej strony na tyle szeroka, że po pewnym czasie ów czarny walec zaczyna być traktowany niemal jak domownik, jak ktoś, kogo zawsze można o coś poprosić. Alexa nigdy nie pyskuje i niczego nie kwestionuje. Gdy się jej powie: „włącz światło w kuchni”, nie odpowie, że nie ma czasu albo że jej się nie chce. Jest w pewnym sensie elektroniczną wersją klasycznego angielskiego lokaja, który zawsze mówi z szacunkiem: „yes, sir”, niezależnie od skali idiotyzmu osoby wydającej polecenia.

Mógłby ktoś w tym momencie zapytać: „ale po co to wszystko?”. Odpowiedź jest prosta – z czystego lenistwa. U mnie w domu zejście z parteru do piwnicy i udanie się do pralni wymaga włączenia po drodze czterech różnych świateł. Przy pomocy niestrudzonej Alexy mogę wszystkie te światła włączyć za jednym zamachem przez wydanie polecenia „Alexa, turn on basement”. Ponadto to niezwykłe dziecko Amazonu posiada też skromniejsze gabarytami i zdolnościami „siostry” o nazwie Echo, których posiadam trzy sztuki. W ten sposób cały w zasadzie dom jest czuły na komendy głosowe.

Jednak, jak wspomniałem na wstępie, wszystko to może prędzej czy później owocować dziwnymi konsekwencjami. Alexa została zbudowana w ten sposób, iż różni ludzie mogą dodawać do niej nowe zdolności, czyli „skills”. A ponieważ wyobraźnia człowieka nie zna granic, niektóre z tych zdolności są dość dziwne. Wprawdzie korzystanie z dodatkowych zdolności jest wyłączną decyzją posiadacza urządzenia, ale eksperymenty zawsze są kuszące.

Ostatnio pewien producent prezerwatyw dodał do Alexy nową zdolność, która polega na tym, iż ludzie, którym w danym momencie jest w głowie seks, mogą zlecić asystentce wytworzenie odpowiedniego nastroju muzycznego. Można zatem powiedzieć Alexie, że się czuje romantyzm lub zwykłą chuć, a ona w odpowiedzi zaserwuje odpowiednie utwory muzyczne. Podobno dobór utworów jest zawsze bardzo trafny, ale nic więcej na ten temat nie mogę powiedzieć, bo sam nie próbowałem. Nieco dziwne jest natomiast to, że ludzie mówią maszynie, iż chcą mieć z kimś intymny związek, ale ja się już dawno przestałem zastanawiać nad konsekwencjami postępu technicznego.

Z drugiej strony przyznaję, że jednego aspektu działania nowej „zdolności” Alexy, zwanej „Set the Mood”, nie do końca rozumiem. Pozwala ona bowiem również na doraźne zamawianie rzeczy, w których produkcji specjalizuje się wspomniana w akapicie powyżej firma (oczywiście głosowo). Ale przecież zanim doleci do zamawiającego z wywieszonym ozorem i stosowną przesyłką w garści pracownik UPS-u, upłyną zapewne przynajmniej dwa dni. Zatem po wcześniej wytworzonym nastroju nie będzie już śladu, a nawet sam obiekt pożądania też może się już znajdować w zupełnie innym miejscu.

Póki co stosuję Alexę do wykonywania znacznie prostszych zadań. Powiem jej na przykład za chwilę: „Zamknij ten komputer, bo już na niego nie mogę patrzeć”. No i zamknie.

Andrzej Heyduk