Szukaj
Polub nas!

felieton fot Andy Rain EPA(fot. Andy Rain/EPA)Kiełbasa w śmieciach

Od czasu do czasu wpadają mi w oko doniesienia, które są na tyle dziwne, iż czekam potem na ich potwierdzenie przez inne źródła. Tak było ostatnio w przypadku wieści o tym, że niejaki Abu Masa, mieszkaniec Bostonu i były właściciel (a raczej ajent) sklepu sieci 7-Eleven, tak się rozsierdził na szefów tej firmy, iż postanowił doprowadzić samodzielnie do jej upadku. Mam wprawdzie pewne uzasadnione wątpliwości, czy coś takiego może mu się udać, ale nie mogę mu odmówić pomysłowości.

Masa, który już w 7-Eleven nie pracuje, po drugiej stronie ulicy, dokładnie naprzeciw placówki, którą przez pewien czas prowadził, otworzył konkurencyjny sklep o nazwie 6-Twelve. Oferuje w nim dokładnie te same towary co 7-Eleven, tyle że po wyraźnie niższych cenach. Jest jednak jeden wyjątek – nie sprzedaje i nigdy nie będzie sprzedawać ciepłej żywności, a mianowicie pizzy, hot dogów i tzw. taquitos. I tu dochodzimy do sedna sprawy, czyli genezy gniewu Masy.

Twierdzi on, że zarząd 7-Eleven zmuszał go sprzedawania wyżej wymienionej żywności, chociaż ich sprzedaż była znikoma, co oznaczało, iż Abu musiał codziennie wyrzucać do śmieci znaczne ilości kiełbach. Innymi słowy, na mocy „rozkazów z centrali” musiał starać się upychać klientom śladowo jadalne dania, a potem je wyrzucać, marnując w ten sposób setki dolarów. Gdy usiłował zwrócić władzy uwagę na to oczywiste marnotrawstwo, pouczono go, że gorące dania musi sprzedawać, bo taką podpisał umowę i nic się nie da w tej sprawie zmienić.

To, że hot dogi i pizza w sklepach 7-Eleven nie znajdują zbyt wielu nabywców, nie może nikogo specjalnie dziwić. Jest to jadło, które pełni rolę ostatniej deski ratunku dla ludzi, których dręczy głód, a wszystkie inne przybytki w okolicy są zamknięte. Normalny konsument raczej nigdy nie wejdzie do tego lokalu dlatego, iż jedzenie tam oferowane szczególnie mu smakuje. Jest to zawsze absolutna ostateczność. Zresztą przed laty pracowałem przez pewien czas jako informatyk w firmie, która dostarczała sieciom typu 7-Eleven elektroniczne kasy. W ramach moich obowiązków spędziłem raz prawie cały dzień w placówce tej firmy na dalekich przedmieściach Chicago, gdzie miałem wytropić błąd w oprogramowaniu kas. Błędu wprawdzie nie znalazłem, ale widziałem na własne oczy, jak te same hot dogi obracały się przez wiele godzin na gorących, metalowych wałkach. Gdyby były zatknięte w ziemi, na pewno zapuściłyby kiełbasiane korzenie.

Nie wiadomo na razie, czy akcja podjęta przez Abu Masę przynosi jakieś rezultaty. On sam twierdzi, że udało mu się do swojego 6-Twelve zwabić wiele klienteli z lokalu po drugiej stronie ulicy. Niektórzy z jego klientów mówią rzekomo, iż imponuje im jego postawa i że wyrzucanie do śmieci żywności jest zawsze naganne, nawet jeśli jest to żywność do kitu. Z pewnością mają rację, szczególnie w Ameryce.

Jak wynika z licznych analiz, w USA marnuje się rekordowe ilości jedzenia. Zatrważające jest na przykład to, że mniej więcej 50 procent wszystkich oferowanych w handlu warzyw i owoców ląduje w śmieciach – rocznie to 60 milionów ton żarcia o łącznej wartości 160 miliardów dolarów. Przeciętna amerykańska rodzina wyrzuca w skali roku żywność o wartości 1600 dolarów. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest prosta – żywność w USA należy od dawna do najtańszych na świecie, co powoduje, że ludzie nie czują się specjalnie winni lub obciążeni finansowo, gdy coś się zepsuje i przestaje się nadawać do jedzenia. Ale jest jeszcze inny powód – Amerykanie zdają się mieć obsesję na punkcie tego, jak wygląda ich „papu”. Gdy tylko na jakimś owocu pojawia się mała, brązowa plama, natychmiast owoc ten ląduje w koszu, bo jest „zepsuty”, mimo że tak naprawdę nadal jest znacznie świeższy od hot doga w 7-Eleven.

Winą za marnotrawienie żarcia obarcza się zarówno nabywców, jak i sprzedawców. Ci pierwsi kupują zwykle tylko to, co na półkach wygląda najlepiej, a wyrzucają natychmiast towar zdradzający ledwie symboliczne niedoskonałości. Ci drudzy, a szczególnie sieci wielkich supermarketów, odrzucają towar, który w taki czy inny sposób nie jest zgodny ze „standardami” tego, jak powinien wyglądać. W takich sytuacjach hurtownicy nie mają innego wyjścia i wyrzucają to wszystko do śmieci.

Abu Masa prowadzi wprawdzie czysto prywatną wojnę z 7-Eleven, ale jego protest zdaje się mieć pewne ogólniejsze znaczenie. Zwrócił po prostu uwagę na fakt, że zmuszano go do codziennego wyrzucania żywności, mimo że ostro przeciw tym praktykom protestował. Z drugiej strony mam pewne obawy o to, że jeśli forma protestu zastosowana przez Masę rozpowszechni się, wkrótce naprzeciw jakiegoś lokalu Taco Bell powstanie konkurencja w postaci restauracji Taco Smell, a polskim wyzwaniem przeciw knajpom Chipotle staną się lokale o nazwie Ja Ci To Potnę.

Gwoli ścisłości muszę dodać, że zarząd 7-Eleven na razie w żaden sposób nie komentuje faktu powstania lokalu 6-Twelve. Jest to zrozumiałe, bo w końcu co mają powiedzieć – sklep każdy ma sobie przecież prawo otworzyć.

Andrzej Heyduk