Szukaj
Polub nas!

felieton fot PixabayBarwy Teksasu (fot. Pixabay)Sztandarowy problem

W roku 1959, gdy znajdowałem się na początku mojej wątpliwej kariery w szkole podstawowej, wyszedłem pewnego ranka na ulicę i zobaczyłem, że na latarniach powiewają liczne flagi narodowe, tyle że powieszone do góry nogami. Byłem jeszcze za młody, by mieć nadzieję, że fakt ten zwiastował kompletny rozkład ludowej władzy. Zresztą zaraz potem dowiedziałem się, iż na masztach powiewały flagi Indonezji, której ówczesny przywódca, Ahmed Sukarno, składał właśnie oficjalną wizytę w PRL-u. Przyjmowany był ze wszelkimi honorami, ponieważ był jednym z nielicznych przywódców spoza tzw. bloku wschodniego, który do Polski chciał wtedy w ogóle przyjechać. No i stąd owo flagowanie, a że Indonezja miała i do dziś ma flagę czerwono-białą, na ulicach polskich miast przez kilka dni dominowała sztandarowa konfuzja. Całe szczęście, że zaraz potem do Warszawy nie zawitał jakiś ważny gość z Monako, ponieważ flaga księstwa jest taka sama jak Indonezji.

Wspominam o tych dawnych wydarzeniach dlatego, iż w USA, a konkretnie w Teksasie, pojawił się istotny problem flagowy. Na tyle istotny, że stanowy poseł Tom Oliverson zgłosił nawet specjalną rezolucję, która ma ten problem wyeliminować. Rzecz w tym, iż flaga stanu Teksas jest bardzo podobna do flagi narodowej Chile. W naturalnej wielkości łatwo zauważyć jest istotną różnicę, polegającą na tym, iż wersja z Chile zawiera niebieski kwadrat z białą gwiazdą umieszczony na górnym, białym pasku, pod którym znajduje się pasek czerwony. W przypadku Teksasu ów niebieski fragment z gwiazdą rozciąga się na oba paski flagi.

Niestety żyjemy w czasach, w których symbole graficzne stosowane bywają w dość nowatorski sposób. Na przykład w czasie komponowania i wysyłania esemesów, które często opatrywane są symbolami zwanymi emoji, czyli piktogramami mogącymi sugerować nastroje, intencje lub samopoczucie nadawcy. Mogą one też sugerować przynależność do jakiejś społeczności, np. narodowej lub stanowej. W związku z tym tysiące autorów esemesów w Teksasie często dołącza do swoich tekstów miniaturki stanowej flagi. Jednakowoż podstawowy zestaw znaków emoji zawiera wyłącznie flagi narodowe, a zatem flagi Teksasu w nim nie ma.

Jak twierdzi wspomniany już Oliverson, prowadzi to do sytuacji, w której internauci z Teksasu umieszczają w swoich wiadomościach flagę Chile, mimo iż nigdy tam nie byli, a być może nie wiedzą nawet, gdzie ów kraj leży. W ten sposób pozornie obywatele chilijscy prowadzą bardzo ożywione życie internetowe, podczas gdy ich koledzy w Teksasie zdają się pozostawać w komunikacyjnej śpiączce. Ponadto świat może być nieco zaniepokojony tym, iż chilijska młodzież pisze do siebie po angielsku i opowiada sobie jakieś głupoty o atrakcjach miasta Houston lub o spotkaniach z jędrnymi dziewojami na rodeo.

Ja sam niepokoję się nieco czymś innym. Wydaje mi się mianowicie dość dziwne to, że pan poseł nie ma nic innego do roboty i śledzi namiętnie korespondencję elektroniczną pod względem jej zgodności z normami flagowymi. Robi to zapewne z własnej inicjatywy, bo wątpię, by jakiś zatroskany wyborca zgłosił się do niego z problemem lekkomyślnego stosowania flag Chile przez mieszkańców Teksasu. Być może Oliverson powinien zostać obdarzony przez swoich kolegów poważniejszymi zadaniami ustawodawczymi, chyba że takowych w ogóle na razie nie ma.

Rezolucja zaproponowana przez stanowego posła nie będzie miała mocy prawnej, nawet jeśli zostanie zatwierdzona, ale ustawodawcy fakt ten w żaden sposób nie przeszkadza. Jego zamiarem jest uzmysłowienie młodemu pokoleniu, że stosowanie symboli narodowych lub stanowych wymaga pewnej ostrożności i podstawowej wiedzy i że może prowadzić do niepożądanych skutków. Poseł, zapewne w celu uniknięcia konfliktu międzynarodowego, stwierdza w swojej rezolucji, że flagi Chile nie należy używać w Teksasie, „mimo że jest ona bardzo ładna”. Szczerze mówiąc, nie mógł się inaczej wyrazić, gdyż flaga Teksasu jest niemal identyczna. Podobnie bezsensowne byłoby stwierdzenie przez jakiegoś Polaka, że flaga Indonezji jest brzydka, bo sugerowałoby to, iż piękno flagi polskiej polega wyłącznie na tym, iż pasek czerwony jest na dole, a nie na górze.

Tak czy inaczej dziś młodzi mieszkańcy Teksasu wiedzą już zapewne, czym się różni flaga ich stanu od flagi Republiki Chile. Moim zdaniem jest jednak jeszcze prostsze rozwiązanie. Gdyby z obu flag usunąć ten niebieski prostokąt z białą gwiazdą, stałyby się one flagami RP oraz odwróconymi o 180 stopni flagami Indonezji oraz Monako, a wtedy dodawanie symboliki narodowej do przesłań tekstowych byłoby niemal identyczne dla pięciu różnych krain. Z drugiej strony, na międzynarodowej konferencji z udziałem przedstawicieli Polski, Indonezji, Monako, Chile i Teksasu raczej bym nie chciał być, bo flagowo byłoby to zdarzenie nie do zniesienia.

A swoją drogą dobrze, że Indonezyjczycy nie grają zbyt sprawnie w nogę i nie zanosi się na ich spotkanie z polską reprezentacją. Gdyby do takiego wydarzenia doszło, sprawozdawcy mogliby w pewnym momencie powiedzieć, że biało-czerwoni z trudem pokonali czerwono-białych. Albo na odwrót.

Andrzej Heyduk