Szukaj
Polub nas!

antybiotyki fot Pixabay(fot. Pixabay)Na skraju katastrofy

Gdy w roku 1928 Alexander Fleming wynalazł penicylinę, tworząc w ten sposób pierwszy antybiotyk, wydawało się, że ludzkość wreszcie znalazła panaceum mogące skutecznie bronić nas przed licznymi chorobami, na które przedtem nie było żadnej rady. Tak istotnie było przez prawie wiek. Dziś jednak, zdaniem wielu specjalistów, stoimy na skraju całkowitej nieskuteczności antybiotyków i powrotu wielu dawno niewidzianych zagrożeń...

Po penicylinie na rynek zaczęły wchodzić szybko podobne medykamenty: naturalne, półsyntetyczne i syntetyczne. Lekarze dostali do rąk potężną broń w walce z chorobami zakaźnymi. Wcześniej jedyne, co mogli zrobić w przypadku takich chorób jak gruźlica, to zalecić pacjentom przebywanie w słońcu i na świeżym powietrzu. Wiedzieli jednak doskonale, że tak naprawdę byli bezradni.

Antybiotyki były na tyle skuteczne, że zaczęto je przepisywać niemal „na wszystko”. Jeśli nie było wiadomo, czy dany pacjent cierpiał na chorobę zakaźną, dostawał antybiotyki „na wszelki wypadek”, bo zaszkodzić nie mogły. Oblicza się, że w ostatnim półwieczu wynalazek Fleminga i jemu podobne substancje były przepisywane bez uzasadnienia medycznego w ponad 30 proc. przypadków. Ze skutkami tego zjawiska przyjdzie nam walczyć, i to już wkrótce, a potencjalne niebezpieczeństwo jest ogromne.

Przed kilkoma tygodniami na forum międzynarodowej konferencji w Londynie wystąpiła Sally Davies, brytyjska odpowiedniczka naszego surgeon general. Wypowiedziała ona kilka szokujących tez na temat tego, co czeka już wkrótce medycynę. Stwierdziła, iż ludzkość stoi w obliczu ery postantybiotycznej, w której lekarska rada przebywania na świeżym powietrzu stanie się ponownie jedynym niby-środkiem leczenia licznych chorób. Jako przykład podała, że już dziś w wielu krajach szybko rośnie zachorowalność na rzeżączkę, przy czym odpowiedzialne za zarażenie bakterie zdają się zupełnie nie reagować na wszystkie znane antybiotyki. Innymi słowy, chorych nie da się w żaden sposób leczyć. Podobnie jest w przypadku gruźlicy.

Zdaniem Davies, jeśli nauka nie znajdzie szybko jakiegoś rozwiązania tego problemu, do roku 2050 na różne infekcje, jeszcze do niedawna mało groźne, umrze ponad 10 milionów ludzi. Obecnie w Europie umiera rocznie 250 tysięcy osób, które przegrywają walkę z zakażeniami, gdyż stosowane do ich leczenia antybiotyki nie działają. W roku 2010 Światowa Organizacja Zdrowia poinformowała, iż zanotowano 10 milionów zachorowań na nieuleczalną gruźlicę. Jedna trzecia z tych ludzi zmarła w ciągu następnych 3 lat.

Czasami lekarze uciekają się do używania kombinacji dwóch lub więcej antybiotyków, z których niektóre miewają niezbyt przyjemne skutki uboczne. Bywa, że metoda ta przynosi pożądane rezultaty, ale jest to strategia doraźnego łatania dziur – tylko kwestią czasu jest pojawienie się bakterii, które będą również odporne na kombinacje antybiotyków.

Rok wcześniej na tej samej konferencji badacz George Osborne ostrzegał, iż zmutowane bakterie, odporne na antybiotyki, stanowią obecnie znacznie większe zagrożenie dla ludzkości niż nowotwory. Na domiar złego w wyniku postępującej globalizacji genetycznie zmienione bakterie z łatwością docierają do najdalszych zakątków globu. O ile przed laty odpowiednie odizolowanie obszarów występowania danej choroby zakaźnej było dość proste, dziś jest prawie niemożliwe. Wspomniane już „superbakterie” rzeżączki pojawiły się nagle w Londynie i środkowej Anglii, gdzie zostały niemal na pewno zawiezione przez podróżnych z innych części świata.

Już pod koniec XX wieku naukowcy zaczęli apelować do lekarzy o to, by przepisywali antybiotyki z umiarem i tylko wtedy, gdy jest to absolutnie uzasadnione. Apele te przyniosły pewien skutek. W roku 2014 liczba wypisywanych recept na antybiotyki zaczęła maleć, po raz pierwszy od wielu lat. Jednak Davies jest zdania, iż w pewnym sensie na tego rodzaju środki zaradcze jest już za późno. Dalszemu rozprzestrzenianiu się bakterii odpornych na wszystkie antybiotyki nie da się zapobiec, a zatem lekarzom potrzebna jest jakaś zupełnie nowa broń, na miarę penicylinowego przełomu z roku 1928.

Przełomu takiego na razie nie ma, ale są pewne wczesne, obiecujące sukcesy. Jednym z nich jest odkrycie, którego dokonali badacze z Australii i USA. Wspólnymi siłami naukowcy z Uniwersytetu Monash w Melbourne, Uniwersytetu Rockefellera oraz Uniwersytetu Maryland odkryli, jaką strukturę posiada produkowane przez tzw. bakteriofaga C1 białko, zwane PlyC. Po sześciu latach badań udało im się ustalić, że białko to zabija bakterie odpowiedzialne między innymi za tak powszechne infekcje jak zapalenie gardła, płuc, a nawet sepsę. Okazało się, że PlyC prowadzi do przerwania ściany komórkowej bakterii, a w efekcie do jej śmierci.

Inni badacze są zdania, że kluczem do uratowania nas przed skutkami ery postantybiotykowej są przeciwbakteryjne peptydy. Uczonym udało się już zidentyfikować 20 krótkich łańcuchów aminokwasów, które niszczą różne rodzaje drobnoustrojów. Problem jednak w tym, że droga do nowej kategorii skutecznych leków pozostaje dość daleka, a czasu mamy coraz mniej.

Sally Davies, której wizja przyszłości jest dość katastroficzna, powiedziała, że już za kilka lat lekarze mogą zostać zmuszeni do stosowania dawno zapomnianych pseudometod leczenia, np. do przetrzymywania pacjentów w pomieszczeniach o temperaturze rzędu 120 stopni F w nadziei, że gorąco w jakiś sposób zdoła zabić bakterie. Wszyscy wiedzą jednak doskonale, iż szanse na efektywność tego rodzaju terapii są praktycznie zerowe.

Krzysztof M. Kucharski