Szukaj
Polub nas!

air fot WikipediaPrzenośny defibrylator – podstawowe narzędzie walki
z zawałami serca (fot. Wikipedia)
Pogotowie na pokładzie

Zdarza się, że w czasie długich rejsów lotniczych załoga nagle pyta, czy na pokładzie jest lekarz. Niemal zawsze oznacza to, że jeden z pasażerów potrzebuje pilnie pomocy medycznej. Niektóre z tych przypadków są do dość błahe – zasłabnięcie, problemy żołądkowe, gorączka, etc. Jakie są jednak szanse na przeżycie tych pasażerów, którzy cierpią na bardzo poważne schorzenia, a kryzys pojawia się w trakcie lotu?

Przykładów tragedii na pokładach samolotów nie brakuje. W roku 2010 samolot lecący z Pakistanu do Anglii przymusowo lądował na warszawskim lotnisku Chopina, ponieważ jeden z pasażerów, 70-letni Brytyjczyk, doznał zawału serca. Najpierw pomocy udzielał mu lekarz, który znajdował się na pokładzie. Kiedy samolot wylądował na Okęciu, natychmiast na pokład maszyny weszli ratownicy, którzy podjęli reanimację. Niestety nie przyniosło to rezultatów i mężczyzna zmarł.

W sierpniu bieżącego roku głośno było przez pewien czas o 3-letnim chłopcu, który zmarł na pokładzie samolotu polskich linii LOT na kilka godzin przed lądowaniem w Warszawie. Dziecku próbował udzielać pomocy znajdujący się na pokładzie lekarz, ale było za późno. Później poinformowano, że chłopiec zmarł w wyniku „ostrej niewydolności krążeniowo-oddechowej”.

Oba powyższe przypadki należą jednak do rzadkości, a przypadkowa obecność lekarza na pokładzie samolotu nie jest kluczem do sukcesu, choć jest oczywiście zawsze pomocna. Wszystkie większe linie lotnicze prowadzą od lat intensywne szkolenia poświęcone pomaganiu pasażerom zdradzającym problemy zdrowotne. Przykładem mogą być linie Emirates, uważane obecnie za jedne z najlepszych na świecie.

W latach 2012-13 samoloty linii Emirates ponad 100 razy zmieniały trasę lotu i lądowały awaryjnie, ponieważ konieczna była natychmiastowa pomoc medyczna dla jednego z pasażerów. We wszystkich tych przypadkach nie doszło do ani jednego zgonu. Szefowie Emirates twierdzą, że jest to wynik ponad 30 tysięcy godzin szkolenia załóg w dziedzinie ratownictwa medycznego. Wszyscy członkowie załóg przechodzą ogólny kurs wstępny oraz dodatkowe szkolenie szczegółowe z obsługi pokładowego sprzętu medycznego. Poznają zasady udzielania pomocy w stanach zagrożenia życia, w tym podstawowe zabiegi reanimacyjne, a także czynności „paramedyczne”, jakie można wykonać w przypadku napadu astmy, zaburzeń pracy serca, epilepsji, reakcji alergicznych, urazów oraz porodu. Dodatkowo piloci uczęszczają na kursy poświęcone malarii, gorączce denga, urazom, reanimacji krążeniowo-oddechowej oraz zadławieniom.

Zapewne nie wszyscy wiedzą o tym, że nad zdrowiem pasażerów wszystkich linii lotniczych czuwają 24 godziny na dobę pracownicy amerykańskiego ośrodka o nazwie MedLink, który łączy załogę bezpośrednio z różnymi specjalistami medycznymi. Ludzie ci są w stanie szybko ocenić stan pacjenta, co ma bardzo istotne znaczenie dla pilota, który musi podjąć decyzję o tym, czy konieczne jest awaryjne lądowanie.

Dodatkowo personel pokładowy wspiera system o nazwie Tempus IC, za pomocą którego załoga może przekazywać istotne informacje na temat stanu zdrowia pasażera – tętno serca, ciśnienie tętnicze, wyniki badania EKG, itd. W oparciu o te informacje zespół MedLink udziela załodze wskazówek, w jaki sposób leczyć pacjenta i ocenia, czy wymagane jest natychmiastowe lądowanie samolotu. Specjaliści MedLink wskazują również najbliższe lotniska, do których mogą skierować się piloci, biorąc pod uwagę dostępne na miejscu usługi medyczne.

Jeśli chodzi o terytorium USA, lotnictwo pasażerskie wspierane jest też przez system STAT-MD, który administrowany jest przez personel medyczny w University of Pittsburgh Medical Center. Są to ludzie wspomagający przede wszystkim duże amerykańskie linie lotnicze w ruchu wewnątrz kraju. Szef STAT-MD, doktor T.J. Doyle, twierdzi, że rocznie jego pracownicy odbierają 10 tysięcy telefonów od załóg lotniczych, czyli mniej więcej trzydzieści telefonów na dobę.

Istnienie wszystkich tych naziemnych systemów pomocy medycznej powoduje, że problemy zdrowotne na pokładzie samolotów stosunkowo rzadko kończą się tragicznie. W skali światowej pomoc lekarska konieczna jest – statystycznie rzecz biorąc – raz na 600 lotów, przy czym najczęstszymi problemami są omdlenia, zaburzenia równowagi, problemy z oddychaniem oraz wymioty. Tylko w 7 proc. przypadków konieczne jest awaryjne lądowanie. W 48 proc. przypadków na pokładzie znajdował się lekarz, a w 20 proc. przypadków pomoc oferowana jest przez pielęgniarki. 86 proc. zgonów w czasie podróży samolotem wynika z zawału serca.

W USA, gdzie opieka medyczna jest od lat przedmiotem wielu kontrowersji, udzielanie pomocy lekarskiej na pokładzie samolotów mogłoby być dość ryzykowne dla samego lekarza z prawnego punktu widzenia. Jednak tak nie jest, ponieważ w roku 1998 Kongres zatwierdził ustawę o nazwie Aviation Medical Assistance Act, która stanowi, że lekarze oferujący ochotniczo swoje usługi na pokładach samolotów nie są odpowiedzialni za ewentualne komplikacje, na które może cierpieć później pacjent.

Krzysztof M. Kucharski